Weekend poświąteczny w sumie nie wiadomo czy śnieżno-zimowy, czy jeszcze nie. Zatem z nieśmiałością pewną z rowerami wylądowaliśmy na Leskowcu czego efektem było miłe śniegowe zjeżdżanie, dla mnie ciut ekstremalne w swej nowości :)
Fantastycznie, przedświątecznie Zatrzymywaliśmy Czas na wieży mariackiej przez długie trzy godziny. Taki oto plener specjalny naszej foto-ekipy :)
Tak, co roku w Zawoi ekipa kursowa 0509 z szeroko pojętymi przyległościami się zbiera. Tym razem i ja się tam zebrałam po kilku sezonach przerwy. Ludzie dawno niewidziani, morze dobrych płynów i setki różnej maści pieśni, nawet takich po śląsku dla mnie specjalnie :) A jako preludium spacer i misie-patysie. A jako dopełnienie radości wielkiej rowerowy cudnej jakości trip z mocną ekipą po zawojskich singlach. Tylko rowerowych fot brak, bo aparat, zupełnie nie wiem czemu, został w samochodzie...
Ha! W zasadzie wszystkie elementy weekendu (z wyjątkiem koncertu Heya) przyćmiła wystawa makiet kolejowych w Muzeum Inżynierii Miejskiej! Rewelacja! W końcu mi się udało to zobaczyć. Taki powrót do dzieckowych czasów, jak to z Tatą się chodziło na dzień kolejarza kolejki oglądać. Cudowne!
Ach! Sushi na Smętnej to jest to! To już tak prawie tradycyjnie, że w tym gronie zwijamy ryż z rybą :) Dzięki, cześć i chwała dla tych, co to sprawili i zorganizowali! Uwielbiam sushi!
Mecz! Liga trwa w najlepsze, nasze losy w niej różne. Pracują dziewczyny ciężko, a ja się przyglądam :) No dobra, już wracam do pracy też. Ale w piątek był kolejny mecz, który po zaciętej grze wygrałyśmy! Yupi! Foty miały być ładne, ale światło na hali jest koszmarne, więc zdjęcia też. Pokazuję tylko jedną :)
W zasadzie weekend był poświęcony na 12. KFG. Ale jakoś w tym roku mnie nie powaliło i w sumie zniechęciło. Fot brak. Ale za to koncert Heya uratował wszystko!














































