Długo się broniłam, długo... Choć atakowały mnie każdej wiosny z każdej strony. Każdy początek wiosny, to była ciężka walka z ich fioletowym urokiem. Do tej pory byłam dzielna i odpierałam ataki tych szafranowych bestii. Do czasu... do teraz... Są! Krokusy w wiosennym numerze. I to gdzie? Od razu wylądowały na okładce... Mam tylko nadzieję, że ich wdzięczny i optymistyczny charakter przyćmią towarzyszącą im zawsze nutkę wiosennej banalności. Przeprawę z krokusami mamy już za sobą, to zabierzmy się za bardziej konkretną stronę górskiej eksploracji. Zapraszamy na Główny Szlak Beskidzki, który zawsze dostarcza moc atrakcji, każdemu niezależnie od sposobu jego pokonywania. Dla tych z niedosytem zimy będą ostatki tatrzańskiego narciarstwa, a dla tych co marzą o czymś wyższym i egzotycznym – relacja z Kilimandżaro. Dla zmarzluchów coś o piecach kaflowych, a dla tych co o zdrowie się martwią – kilka ludowych sposobów na zarazę. Natomiast Ci, co się trudnią uciekaniem, będą mogli wzorować się na jednym z królów, który czmychał przez góry w wojennym czasie. Trochę trudno się w tym roku górską wiosną zachwycać, bo w sumie nie jest specjalnie wyczekana. Jesień na płynnie w wiosenne klimaty przeszła i chyba wszyscy jeszcze tęsknią za niebyłym śniegiem. Mimo to, z nadzieją na zimowe odkupienie win w przyszłym roku, biegniemy zachwycać się zieloną łąką i lasem na jakiś beskidzkich pagórach!
Pierwsze w tym sezonie zawody endurowe na Ślęży. Ostrzyliśmy sobie na nie zęby od dobrej chwili. Mimo że w zasadzie bardziej to pora foczo-tatrzańska, to jednak rowerowe ssanie zwyciężyło. Warto było, bo zawody na terenie cudnym, mi nieznanym. Syte oesy, nawet przesycające i o mdłości przyprawiające, bo zwyczajnie za trudne, ale zobaczyć to trzeba było na własne oczy i doświadczyć na własnej skórze (aktualnie solidnie posiniaczonej). Ja leżę! Ja latam! To motywy przewodnie imprezy. Podobało mi się, choć wniosek z całości niewesoły taki, że na rowerze to ja za bardzo jeździć nie umiem. Trenuj!
A na deserowe dobicie jeszcze ryhlebskie ścieżki nas pociągnęły i trochę płynnego kompotu na orzeźwienie zaserwowały ;)
Taaaaaaaaak! Udało się! Mam bilety na cztery finałowe mecze Mistrzostw Świata w Siatkówce Mężczyzn w Spodku! Serwery się zagotowały, bilety znikały w oczach, ale taka impreza jest tylko raz! :D Ale się cieszę! Jeszcze tylko mecze Polaków w Łodzi i grupa krakowska i będzie komplet siatkarskich atrakcji tej jesieni!
No w końcu! tura! Od dawna planowana! Spęd wielki, imprezowy foczej braci w Staroleśnej :) najpierw straszyły nas badziewne prognozy pogody, a pewne perturbacje rezerwacyjne doprowadziły do tego, że piątkowy nocleg był w krzakach nie w schronisku. Ale w sumie miłe to było i dla kieszeni, i porannego podejścia. W sobotę udało się zjechać (w moim przypadku jakoś pokonać w dół), żleb pod Staroleśnym oraz Rochatkę na obie strony - w kierunku Litworowej cud, miód, prawie firn! Schroniskowe popołudnie zostało godnie wykorzystane ;) A w niedzielę obudził nas niby-deszcz i już dezercja w doliny przeszła przez nasze głowy, a tu błękit nieba i piękne słońce. Mniej piękny śnieg, bo mokry i rozciaptany, ale padł Zawracik Rówienkowy, dwa zjazdy w okolicach Świstowego i Świstowej Przełęczy, a na koniec stromy żlebik ćwiczebny i w dół meandrem przez kosówki. A na dole zadziwiający nas krajobraz podeszczowy.
Tura przednia! Choć nie był to warun śniegowo idealny. No i chyba to już koniec tego sezonu, tak ubogiegow śnieg... W nocy nie mrozi, więc na klasyczne firny na koniec kwietnia chyba nie ma co liczyć.
Chciało dziecko grać w TKKF-ie, chciało dziecko trenować coś sensowniej, no to pograło i potrenowało :)
Zakończyłyśmy dzisiaj sezon ligowy. Chwalić się specjalnie ma czym. Wygrywania za wiele nie było, ale generalnie całokształt imprezy odbieram pozytywnie. Fajna zabawa, fajna nauka, fajna rywalizacja.
Trenujemy dalej... mam nadzieję, że w przyszłym sezonie powalczymy bardziej, zgramy się ciut lepiej i jakąś finezję do gry wprowadzimy ;) Ale to tylko przy lepszym przyjęciu...