Siatkarskie njusy tygodnia prezentują się zniewalająco. Mistrzostwa Europy w siatkówce mężczyzn w 2017 roku odbędą się w Polsce, bo dawno żadna duża impreza siatkarska u nas nie gościła ;) I do tego prawdopodobne jest, że główną halą mistrzostw będzie Kraków Arena. No jak miło! Chwila mija i mamy jubel. Równo 40 lat temu Złota Drużyna Wagnera zdobyła Mistrzostwo Świata. A że Złota Drużyna Antigi osiągnęła to samo niewiele ponad miesiąc temu, to Prezydent wszystkich zaprosił i zrobił imprezę. Ach, te garniaki! ;) Zwieńczeniem siatkarskich emocji tygodnia był nasz mecz. No cóż... WYGRAŁYŚMY !!!! (Zupełnie inna drużyna niż tydzień temu! Zagrywka, przyjęcie, obrona, gra środkiem. Szaleństwo!) Oraz... zamknięcie serwisu ciacha.net - i gdzie ja teraz będę oglądać falę Wronki i oczy Winiara?!?! No gdzie?!
Coroczne Disco Ognisko na Ćwilinie, czyli rowerowy spęd na lajcie. Tym razem udało mi się wybrać na tę sympatyczną ęduro imprezę. Pogoda marzenie! Mgły i słońca, stado rowerów, widoki na Tatry i inne góry też, leśne, miłe klimaty i rowerowe życie towarzyskie. Mniam!
Tej jesieni wszyscy jesteśmy siatkarzami! Czy jest jakaś gazeta, w której w ostatnich tygodniach to zdanie się nie pojawiło? U nas też musiało, chociaż niby ten piękny sport z górami nie ma nic wspólnego. Powązań szukam od dawna, ale wyszło mi, że jedyną wspólną cechą jest wysokość – wysokie są góry i siatkarze też. Już lepsze związki mają góry z mistrzowskim kolarstwem. A dwa ostatnie wyczyny narciarskie na ośmiotysięcznikach w wykonaniu Polaków, to już w ogóle górska poezja! Generalnie dzieje
się na najwyższym poziomie.
Tyle sportowego szczęścia, a poza tym jesień. Nostalgicznie smętna, ale tym razem też podniośle rocznicowa. 1914 rok – mija właśnie sto lat od wybuchu wielkiej wojny – I wojny światowej. Jakże istotną jej częścią były górskie epizody i długotrwałe operacje toczone na karpackich i alpejskich frontach.
W tym numerze Gazety poświęcimy tematyce pierwszowojennej dużo miejsca. Sporo historii głównych karpackich potyczek, ale też spojrzenie na wojenną zawieruchę trochę z innej strony. Karpaty były ważnym teatrem działań w tej wojnie, dlatego trudno ominąć te zagadnienia mówiąc o górach. Wystarczy niedługi spacer po Beskidzie Niskim, by o wydarzeniach sprzed stu lat szybko sobie przypomnieć. Ale nie zapomninajmy, że wyjątkowo krwawe i wyczerpujące walki toczyły się również w Alpach.
Przypuszczam, że Ci którzy nie przepadają za historycznymi zawiłościami, właśnie rzucili tym numerem w kąt. Ładnie proszę, dajcie szansę! Niewojenne góry też tej jesieni istnieją, na naszych łamach również.
Zaczęłyśmy grać. No, "śmy" to tak nie do końca, w końcu zaczęły się rozgrywki ligowe. Zobaczymy co to będzie. Klub przeżył tornado. Trener nam uciekł, część zawodniczek zrezygnowała, drużyna prawie się rozsypała. Ale kilka dziewczyn wzięło się za organizacyjne kwestie i zadziałało. Wprawdzie w IV lidze nas nie ma, ale w sumie wzmocniona drużyna podziała w lidze TKKF. Pierwszy mecz niestety przegrany, ale będzie dobrze! Będzie! :) A ja chwilowo z atakującej przeszłam na pozycję... skauta :) Walczymy!
Perły Małopolski - taki cykl zawodów biegowych. Zupełnie przez przypadek wleźliśmy na trasę. My spacerowaliśmy, oni biegali. Trzeba było okazję taką wykorzystać i trochę zdjęć porobić.
Taki miły, spokojny i towarzyski weekend w Kościelisku. Zwiedzanie nowych progów, co to były kiedyś zakopiańskie, długie w noc rozmowy i spacerowanie z widokiem na Tatry. Taka jesień. Z akcentów rowerowych było z buta eksplorowanie singli butorowskich - wyglądają fajnie i flow :) Nie było tylko tarniny, którą miałam zbierać w celach wiadomych, ale jakoś w tej części Podhala nie rośnie.
Szczegółowe informacje na temat zbiórki można znaleźć na stronie Centralnego Ośrodka Turystyki Górskiej PTTK.
A taki spontaniczny wypadzik pod Kraków. Blisko a mnie tam nie było jeszcze. Miejsce z baaardzo dużym potencjałem fotograficznym. Może jednak zmobilizuję się na jakiś wschód słońca tamże?
No na rower trzeba wrócić, pojeździć cosik :) No to wróciłam, powoli i na lajcie miało być. W planie miałam niewymagającą wycieczkę pociągową w okolicach Kalwarii, ale że szanowni koledzy wyciągnęli znów do Kluchów, to postanowiłam po czterech miesiącach zawalczyć i przegonić poprzednie demony. Pojechałam z założeniem, że na nieszczęsną traskę DH nawet nie spoglądam, tylko delikatnie objeżdżam przyjazne alajny. No i prawie się udało...




































