Ot, takie małe nowości. Skoro są narciochy, to w zamian muszą być kajaki. Najpierw koncertowo, potem basenowo. Dałam się zawiesić w wodzie głową w dół i się nie utopiłam. Fajne to to :)
Świat się kończy! Na tym wyjeździe zrobiłam tylko to jedno zdjęcie. No dobra, w sumie można zwalić na kiepską pogodę, mgłę i słabe światło.
Bujaliśmy się ćwiczebnie, foczo i zjazdowo w okolicach Pilska. Mizeria śniegowa straszliwa, choć powyżej Miziowej nawet do lasu dałoby radę wjechać na chwilę. Ech, zimy! Śniegu! Bo zaraz znowu rower okaże się sensowniejszym gadżetem do lasu...
W ramach działań posylwestrowo-noworocznych teleport wylądował na Słowacji. Skoczyliśmy na Chocz. I tylko dla nas, tylko na 14 minut odsłonił nam się on tak właśnie!































