Wiosna, ptaszki śpiewają, trawka rośnie, sucho, błota nie ma... idealnie! Rower! No, na rower jedziemy, sezon zaczynamy! Narty do kąta! Nic to, że 30 km dalej śniegiem waliło i idealne turowe warunki były. U nas plaża i rozpoczęcie ę-sezonu na pszczyńskiej miejscówce i singlach bielskich. Hmmm, początki, zwłaszcza te sezonów łatwe nie bywają. Ale zima wróciła, więc będziemy zaczynać jeszcze raz, ale potem ;)
Słońce nam dzisiaj zaćmiło tak ładnie i bardzo. I zupełnie przez przypadek na dodatek klisza rentgenowska dała dodatkowy kolorowy efekt. Cudnie!
Z innych ciekawych zjawisk astronomicznych tego tygodnia, ominęła mnie zorza polarna, co to nam na południe PL zawitała niespodziewanie.
Przywaliło śniegiem, ogólne poruszenie i pospolite ruszenie, że niby powder... Cudów niema, wysokie temperatury zrobiły swoje od razu, ale jazda nad wyraz miła i odkrycia leśne poczynione na rok przyszły. Skrzyczne to jest miejscówa! Niedoceniona chyba trochę. Wszyscy tylko Pilsko i Grześ, a tu lasy i zjazdy lepsze i dłuższe o niebo! I jeszcze nam się pokaz paralotniarski trafił :)
Idąc za porannym ciosem - drugi świt w tym tygodniu zaliczony. Tym razem całkiem prosty i nie bardzo zimy, foto wypad "za róg" - na Błonia. Ekipa fotografów skrzyknięta na mglisto-wiosenne, krakowskie focenie. Niby miejscówka prosta i obpstrykana, ale ja fot z Błoń jeszcze nie miałam, więc pofotografować trzeba. Wschodowych fajerwerków wprawdzie nie było, lekko się niestety na wschodzie zachmurzyło, ale ciut mgiel i kolorków uchwycić się udało.
Spadł śnieg i zrobiła się lampa! Miodzio! Tylko lawiniaście. No to gdzie, jak nie w Tatry? Na Pilskooooo! W słowacki las! A jak tam, to w ramach działań niby ekstremalnych kimanie w szałasie na Górowej. Chałupa uszczelniona, nowe drzwi i piec w części otwartej, więc luksusy zupełne. Ale z ciepłego śpiwora trzeba się było wygrzebać dość wcześnie, bo postanowienie wielki było wybrać się na wschód słońca na Pilsko. Na szczyt dotarliśmy prawie, ale przedstawienie było nieziemskie. Róż z pomarańczem szoł! Takie świtania w górach to chyba nie widziałam. Pięknie! Absolutnie pięknie! Warto było się w tego ciepełka wykulać. A nagroda kolejną był fajnie zmrożony śnieg poranny w pobliskim, miłym lesie. Kilka godzin później na drugim zjeździe już tam sypko nie było, tylko lepko. Las z potencjałem, jeszcze kilka opcji zjazdowych jest na raz następny. W sumie Pilsko na dwie strony cztery razy zjechane! Mniam i słoneczko! Plaża zimowa pierwszej jakości i jazda przyjemna bardzo!
























































