Ostatni taki weekend w Tatrach! Teraz już tylko czekamy na śnieg :) No i w ramach przedsezonowych spotkań skiturowych, w ramach tego czekania na śnieg, zebrała się konkretna ekipa i poszlimy w Tatery. Wysoko-bielsko-słowackie okolice z bazą w Plesnivcu. 20 stopni, piękne słoneczko, ani chmurki, ani zefirka - na pewno mamy koniec października? Wyjazd skiturowy, więc musiało być pozatrasowo - co dokładnie nam wyszło w związku z tym nie zdradzę ;) Była graniówka i był dziczek, jagnięcina z jastrzębiami opłakana rzewnymi łzami ;) Były też stada kozic.
A od czwartku w Tatrach będzie sypał śnieg...
Czasem człowiek ma trochę dość i z utęsknienim patrzy na deszczowe prognozy pogody i wcale się nie cieszy jak deszczowy weekend robi się nagle ciepły i słoneczny. No trudno! Kołdra staje się wtedy największym sprzymierzeńcem i z lubością człowiek pod nią zostaje na całe dwa dni.
A żeby pod tą kądrą za nudno nie było, to sobie czlowiek w końcu znajduje kanał, na którym można oglądać PolsatSport w jakości HD i zalicza dwa mecze w ramach Klubowych Mistrzostw Świata (SKRA Bęłchatów!!!) oraz jeden ligowy pojedynek z ZAKSĄ i Zagumnym w roli głównej. W międzyczasie jeszcze się przewijają wspomnieniowe urywki z czerwcowego meczu LŚ w Spodku.
A to wszystko dlatego, że się trzeba przygotować ;) Jutro powrót do gry!!!
Spa też było, ale co tam się będę rozwodzić nad nieistotnymi szczegółami ;)
Jak myślimy o górach wysokich, to przed oczami stają nam
ośnieżone, zimowe szczyty. Jak po głowie chodzą nam nasze karpackie pagóry, to w myślach pojawia się obraz jesiennie kolorowej, bieszczadzkiej buczyny.
Wychodzi na to, że jesień, to taka najbardziej karpacka pora roku. Ale my jesteśmy trochę na bakier z oczywistymi skojarzeniami i o Karpatach w tym numerze nie będzie za wiele. Pospacerujemy trochę po słowackiej Polanie i tyle. Rude buki muszą sobie Państwo pooglądać w Beskidach sami – gorąco zachęcam do natychmiastowego pakowania plecaków. A tu zapewnimy górską rozrywkę w trochę dalszym, wyższym i mniej kolorowym wydaniu.
Na pierwszy ogień pójdzie garść górskiego żelastwa. Zapraszamy na żelazne drogi. I wcale nie chodzi o podróż koleją, tylko całkiem konkretne wspinanie – o via ferratach jest mowa, i to tych trochę trudniejszych.
Dla odmiany jedziemy też w podróż na wschód. Do Gruzji zaprowadzą nas nowe szlaki, do Czarnogóry przyciągną skały Durmitoru, a do Albanii... No właśnie! Co nas ciągnie do Albanii? Nie wiem! To coś nie do końca zdefiniowanego, ale w ciągnięciu jest
bardzo skuteczne. Warto się o tym przekonać i dać po raz kolejny zaciągnąć w tą górsko frapującą część świata, choćby tylko na
naszym papierze.
Gdyby komuś było mało, byłby niezbyt zmęczony tymi dalekimi wędrówkami, to zawsze można sobie jeszcze po naszych pagórach pobiegać...
Czas na to idealny!
Jak już tak człowiek robi foty w ilościach hurtowych, to by się człowiek jeszcze czegoś w temacie nauczył. No to się uczy i takie tego wstępne efekty są:
Studio, lampy i że niby reklamówkowo ma być - nie mój klimat ale woda fajna.
Po mojemu bardziej to streetphoto - trochę czegoś na kształt reportażu, trochę dokumentalnie i moje ulubione nieostrości.
Zabawy kamerą wielkoformatową i ciemnia!
Zabawy kamerą wielkoformatową i ciemnia!
Piękne słońce, ciepełko, pierwsze bukowe kolory jesieni, kapitalna widoczność! Hmmm, front idzie. Ale zanim przyszedł, należało wykorzystać idelane okoliczności przyrody i się przejechać tam skąd Tatry widać. No i padło na tyle razy oglądaną, ale nigdy dotąd nieodwiedzoną, grupę Wiaternego Wierchu. Bardzo miłe rowerowanie (nawet podjazd był miły!), niespodziewane, spektakularne kąpiele błotne (w moim wykonaniu oczywiście), krzaking i zniewalająco-powalające widoki na Tatry i Pieniny z oddmiennej strony. Wszystko to w barwach już prawie ultrajesiennych. Zwieńczeniem tych delicji była delicja przyziemnie jadalna, czyli wyprażany syr ze słowackim piwem :)
A front ulewny przyszedł w niedzielę.
Rowerowa prawda nr 237:
Jak przjeżdżasz przez śliską groblę między dwiema dużymi i głębokimi kałużami, rób to na niskim przełożeniu. W przeciwnym razie prawdopodobieństwo wylądowania w jednej z tych kałuż drastycznie wzrasta ;)
Rowerowa prawda nr 843:
Z regulowaną sztycą to jest dopiero enduro-życie! ;D
Boli mnie łydka, a w zasadzie to dwie. I boli mnie kręgosłup od skakania, i mam posiniaczone przedramiona... Nie, nie grałam w siatkowkę :( AKURAT byłam na koncercie :) A pod sceną było fajnie i się dziecko wyskakało, jak dawno :D
