Ten dzień, ten mecz Memoriału Wagnera, na który wszyscy czekali! Polska - Rosja! Święta siatkarska wojna i ostatni poważny sprawdzian przed MŚ, czyli kosmos! Do tego ponad 15 tysięcy kibiców - kocioł murowany! Ach! Tak sobie właśnie przypomniałam, że mój pierwszy mecz reprezentacji, na którym byłam na żywo, to był właśnie Memoriał w Spodku trzy lata temu też z Rosją. Wtedy dostaliśmy szybkie lanie, a tym razem był to prawdziwy pięciosetowy bój! Zakończony naszym fantastycznym zwycięstwem Polaków, choć nie bez trudności. Atmosfery, szału na trybunach i w ogóle tego wszystkie nie będę, bo się nie da. Po prostu polecam przejść się na jakiś mecz :)
Przed hitem dnia był jeszcze mecz Bulgaria - Chiny, nudny, trochę jakbym oglądała siatkówkę w zwolnionym tempie. Zaskakująco Bułgarzy się męczyli i potrzebowali pięciu setów, że w końcu ograć Chińczyków. Noooo to teraz już tylko czekamy na Mistrzostwa Świataaaa! Będą foty z 12 meczów :D

Wróciłam na rower! Do lasu! Na razie tak delikatnie, jednodniowo, na single bielskie, ale jest :) I w sumie wszystko dobrze, ręka nie boli, tylko mózg jakiś taki przyblokowany. Ale się odblokuje kiedyś i jeździć będzie można już pełnowymiarowo. A bielsko miejscówka fajna jest, fajne lasy i fajne ściechy!
I mamy w końcu fantastyczna halę w Krakowie - o taki beret z antenką - to mamy też imprezy siatkarskie światowego kalibru. Była Liga Światowa z Brazylią na otwarcie (niestety mnie ominął ten mecz), teraz XII Memoriał Huberta Jerzego Wagnera, jako przedsmak Mistrzostw Świata!
Mamy drużynę! Drużynę z zawirowaniami, kontrowersja i innymi takimi zaskoczeniami. Zaskakująca "trenerka" Antigi, różne zwroty przygotowawczej akcji, skręcona kostka Wlazłego i ostatni mecz Kurka w składzie... Ot, taka malusia-dziwnusia niespodzianka... Aaaa, byłam w kinie na "Drużynie"! Warto bardzo!
No ale jak mamy Memoriał, to mamy też mecze :) Spontanicznie bardzo w sobotę na meczu Rosji z Chinami, a potem Polski z Bułgarami wylądowałam. No co ja będe pisać? Po raz milionowy, ze lubię siatkówkę i mecze mnie straszliwie kręcą? ;)
Aaaa, koneicznie muszę wspomnieć, że moja mama absolutnie cudnie mnie obdarowała najprawdziwszą koszulką reprezentacyjną! Ach!
Ciąg dalszy nastąpi i to szybko... :)
To był weekend "inaczej". Sporo takich weekendów ostatnio, ale ten był prawdziwie inaczej inaczej. W końcu udało się zgrać ekipę na żagle i to dużą ekipę. I mimo flauty straszliwej i małych możliwości faktycznego żeglowania, to ubaw mieliśmy nieziemski, a czas wyjątkowo imprezowy. Najlepiej nam szło klarowanie drinków i ujeżdżanie gwiazdy wyjazdu, czyli Miecia! ;)
Weekend niesamowitości. Dwa dni, a wrażenie jakbym spędziła w górach co najmniej tydzień. Takie natężenia fajnych wydarzeń, ludzi, rozmów, zbiegów okoliczności i chodzenia po górach, to ja dawno nie pamiętam.
Piątkowy wypad na kameralny Gorc okazał się świetnym pomysłem. Inauguracja bazowej gitary i długie w noc ogniskowe posiady. Poranna kawa i przeciągające się, jak zawsze, z bazy wychodzenie. Ambitna wycieczka górska szlakiem zielonym - jak ja tam daaawno nie szłam - i upalne Lubania zdobywanie. A tam ludzi wiele i naleśnikowe przeboje. Hura! Pograłam w siatkę trochę - Mogę! Mogę! Mogę! Ręka już daje radę, nie na maxa ale już mogę zacząć grać :)
Najważniejszym elementem imprezy był nasz udział w konkursie naleśnikowym. Jako team "Te z Gorca" podbiłyśmy naleśnikowe serca jurorów naleśnikami namiotowymi "Gorc i Lubań". Patelnia pierwszeństwa nasza! :D No, w sumie nie spodziewałyśmy się.
Uzupełnieniem bazowych klimatów była imprezka, nocne fotografowanie, wypas śniadaniowa jajecznica, kawa z bitą śmietaną na kocyku i kolejna megaporcja naleśników. Niespiesznie pobieżyliśmy do Krościenka i w ostatniej chwili przed deszczem załapaliśmy się na słynne lody. Autobus nas olał, więc wróciliśmy wyjątkowo szczęśliwym stopem :) Weekend dawno nie celebrowanej jakości! Lubię bardzo tak!
Piątkowy wypad na kameralny Gorc okazał się świetnym pomysłem. Inauguracja bazowej gitary i długie w noc ogniskowe posiady. Poranna kawa i przeciągające się, jak zawsze, z bazy wychodzenie. Ambitna wycieczka górska szlakiem zielonym - jak ja tam daaawno nie szłam - i upalne Lubania zdobywanie. A tam ludzi wiele i naleśnikowe przeboje. Hura! Pograłam w siatkę trochę - Mogę! Mogę! Mogę! Ręka już daje radę, nie na maxa ale już mogę zacząć grać :)
Najważniejszym elementem imprezy był nasz udział w konkursie naleśnikowym. Jako team "Te z Gorca" podbiłyśmy naleśnikowe serca jurorów naleśnikami namiotowymi "Gorc i Lubań". Patelnia pierwszeństwa nasza! :D No, w sumie nie spodziewałyśmy się.














