Sobota oświatowo-oświęcimska. Gadanie przez osiem godzin i to z odrobiną sensu, po czterech godzinach snu, to jest to. Niedziela miała być ambitnie i intensywnie wspinowa. Miała być. Z przyczyn "obiektywnych" zamiast bladym świtem wystartowaliśmy prawie w południe. Cel: Brzoskwinka, która okazała się mocno przygnita. Nawet zdjęć nie ma. Prywatna część doliny jest ślicznie zrobiona! Chwała tym, którzy w przygotowanie tych skał do wspinania włożyli mnóstwo pracy! Jednak dla mnie wspinu tam nie było, dla mnie po prostu nie ma wspinu. To był chyba spit do mojej wspinaczkowej trumny. Albo pieprznąć butkami w kąt, albo zacząć wszystko od początku. Pierwsze pytanie: dlaczego zaczęłam się wspinać? Powód był jeden bardzo bezsensu. Pytanie drugie: czy wspinać się dalej? Na razie bez odpowiedzi, czyli też bezsensu...
Po czartkowej panice w piątek mnie pokłuli i dostałam papier, że nie gryzę. Zatem w szwagra i do Zakopca w odwiedziny w progi kochane. Dzień sobotni zaczął się, jak dostałam książką o owockach w głowę, a potem wręczono mi trzy duże misie. Miał być kawałek Spotkań z Filmem Górskim, ale był bieg wysokogórski. Oczywiście ja nie biegam! Ale robiłam za wiernego kibica i obsługę foto, nawet w związku z tym wycieczkę na Kalatówki zaliczyłam ;) Potem seria zabaw z rodzaju "włóż do pudełka", "gdzie jest gołąb?" i "drzewo za oknem jest zielone". Chwilę potem zapakowani w auto jechaliśmy do Gorczańskiej Chaty na imprezę pod hasłem: "Suszymy sushi w Gocha(n)". Wyszły prawie, że o mało co profesjonalne warszaty kultury japońskiej.
Zatem jak się robi sushi?
potrzeba: specjalny garnek do gotowania ryżu, specjalny ryż, specjalny ocet, surowy tuńczyk, surowy łosoś, wędzony łosoś, krewetki, poluszki krabowe, marchewka, ogórek, avocado, wasabi (taki zielony chrzan), imbir marynowany, sos sojowy i glony sprasowane oraz maty bambusowe i pałeczki; przydałaby się jeszcze zielona herbata i sake.
jak: ryż ugotować na bardzo miękko, przestudzić, doprawić octem, pokroić na cieniutkie paseczki ryby i warzywa; na stole położyć matę bambusową, na niej sprasowanego glona; na glona wpakować solidną łyżkę ryżu i dokładnie rozprowadzić, żeby warstwa była dość cienka; zostawić wąski, wolny brzeg glona, żeby się skleiło; na jednym końcu poukładać paseczki ryby i warzywek dość ciasno i zwijać przy pomocy maty jak naleśnika; odłożyć na chwilę, można schłodzić, potem pokroić i ładnie poukładać na talerzu.
podawać: z kawałkami imbiru, sosem sojowym i wasabi; je się to to oczywiście pałeczkami - nie nabijać na pałeczki, tylko chwytać; popijać sake lub zieloną herbatą albo jednym i drugim. Mniam!
A tu szczegółowa fotorelacja z procesu sushenia.
Dopełnieniem całości była oczywiście impreza z tańcami na stole, prawie bez piosenki turystycznej, za to z klasyką polskiego rocka, Kaczmarskim i Chopinem w bardzo specyficznym wykonaniu ;)
Kolejnym etapem warsztatów był proces i związany z tym obrządek parzenia i picia japońskiej herbaty. Po tym akcie wyciszenia i kumulacji wewnętrznej energi trzeba się było zbarać za suszenie właściwe, a dokładniej składanie togo, co niby miało być wysuszone, czyli porozwieszanych dwa tygodnie temu namiotów bazowych. Niestety nie wszystko jeszcze wyschło. W nagrodę za wysiłek fizyczny była kolejna, solidna porcja sushi. Uwaga! Sushi też można się przejeść ;) Na zakończenie imprezy był jeszcze sardynkowy powrót do Kraka i zagotowana chłodnica.
Zatem jak się robi sushi?
potrzeba: specjalny garnek do gotowania ryżu, specjalny ryż, specjalny ocet, surowy tuńczyk, surowy łosoś, wędzony łosoś, krewetki, poluszki krabowe, marchewka, ogórek, avocado, wasabi (taki zielony chrzan), imbir marynowany, sos sojowy i glony sprasowane oraz maty bambusowe i pałeczki; przydałaby się jeszcze zielona herbata i sake.
jak: ryż ugotować na bardzo miękko, przestudzić, doprawić octem, pokroić na cieniutkie paseczki ryby i warzywa; na stole położyć matę bambusową, na niej sprasowanego glona; na glona wpakować solidną łyżkę ryżu i dokładnie rozprowadzić, żeby warstwa była dość cienka; zostawić wąski, wolny brzeg glona, żeby się skleiło; na jednym końcu poukładać paseczki ryby i warzywek dość ciasno i zwijać przy pomocy maty jak naleśnika; odłożyć na chwilę, można schłodzić, potem pokroić i ładnie poukładać na talerzu.
podawać: z kawałkami imbiru, sosem sojowym i wasabi; je się to to oczywiście pałeczkami - nie nabijać na pałeczki, tylko chwytać; popijać sake lub zieloną herbatą albo jednym i drugim. Mniam!
A tu szczegółowa fotorelacja z procesu sushenia.
Dopełnieniem całości była oczywiście impreza z tańcami na stole, prawie bez piosenki turystycznej, za to z klasyką polskiego rocka, Kaczmarskim i Chopinem w bardzo specyficznym wykonaniu ;)
Kolejnym etapem warsztatów był proces i związany z tym obrządek parzenia i picia japońskiej herbaty. Po tym akcie wyciszenia i kumulacji wewnętrznej energi trzeba się było zbarać za suszenie właściwe, a dokładniej składanie togo, co niby miało być wysuszone, czyli porozwieszanych dwa tygodnie temu namiotów bazowych. Niestety nie wszystko jeszcze wyschło. W nagrodę za wysiłek fizyczny była kolejna, solidna porcja sushi. Uwaga! Sushi też można się przejeść ;) Na zakończenie imprezy był jeszcze sardynkowy powrót do Kraka i zagotowana chłodnica.
No nie! To już 7 (!!!) weekend tych wakacji, który został popsuty przez deszcz! W kawałku lub w całości... Byłoby 7 rowerowych dniówek więcej, a tak jest jedno wielkie, dwókołowe obijanie... Się zezłościłam! W taką pogodę można by przynajmniej relacje z rowerowych Mistrzostw Świata oglądnąć, ale się nie da, bo nikt tego nie pokazuje, a jest co! Maja Włoszczowska wyjechała złoto!
A miało być tak: sobota - wielkie odsypianie, niedziela - trochę mniejsze rowerowanie. Wyszło jedynie to pierwsze nad wyraz świetnie! Bo padało! Wrednie padał cholerny deszcz! Zatem co by się ze sporą dawką wody zintegrować udało mi się chyba w końcu jakiś sensowny trening basenowy ustawić. Oby mi się nie odechciało tym razem.
Z innych rewelacji, to padł mi obiektyw. Autofokus odmówił współpracy, co zresztą widać na ostatnich zdjęciach :( Naprawa nieopłacalna i choć to badziew kitowy, to jednak było to moje podstawowe, krótkie szkło. Na razie waracam do starego, dobrego Tamrona (oj, będzie szerokości brakować ciut), a nad większymi, sensownymi inwestycjami trzeba trochę pomysleć. Czas na coś lepszego :)