Są takie kawałki gór, o których powszechnie wiadomo, że mają potencjał i baaardzo by się tam chciało pojechać. I sobie człowiek powtarza trzeba się w końcu wybrać, ale jakoś ciągle się nie składa. A tu się nagle złożyło! Fatry! I Mała, i Wielka! Do tego rower - połączenie idelalne, po prostu enduro-marzenie! Jak w Alpach, było wszystko. Graniówki, single, ciekawe problemy i góry po horyzont, a i noszenie roweru na plecach też było. A zjazd czerwonym szlakiem spod Czarnego Kamienia do Revucy uznaję za mistrzostwo świata - najlepszy zjazd tego sezonu! Śliczny, długi singiel-flołłł :) No i zapomniałam dodać zachwytu nad oszałamiającymi już kolorami jesieni! Generalne ach!
Przegraliśmy mecz barażowy z Bułgarią. Nawet nie zagramy w ćwierćfinale Mistrzostw Europy. Przegraliśmy o włos, o dwie piłki, w tie-breaku 18:16...
A dwa pierwsze sety były takie piękne! Ładna gra! Fantastyczna walka! Szkoda...
Ale ja i tak uwielbiam siatkówkę! Uwielbiam!
Dawno planowany i długo oczekiwany wyjazd do Trójmiasta. Dlaczego nad morze? Ano dlatego, że właśnie tam odbywają się Mistrzostwa Europy w siatkówce mężczyzn (Polska je organizuje do spóły z Danią). Zatem oczywiste jest, że musiałam tam być! Bilety na trzy mecze naszej reprezentacji w fazie grupowej zdobyłam, więc do Ergo Areny! Razem z Anką Sp. A skoro już tak daleko jedziemy, to krajoznawstwo pouprawiać trzeba przy okazji! Zrobiło się intensywnie. Do weekendu dodałyśmy dwa dni wolnego, i dzięki super taniemu połączeniu Polskiego Busa w piątek rano wylądowałyśmy w Gdańsku - spacer po starym mieście, słitfocia z Neptunem, absolutnie hitowe zwiedzanie Stoczni Gdańskiej w czerwonym "ogórku" (polecam bardzo, bardzo!), rybka przy Motławie, murale na Zaspie i biało-czerwono wystrojone na meeeeeeeeeeeeeecz! Polska - Turcja 3:1 :) Uwielbiam to! Uwielbiam! Mecze siatkówki na żywo to jest przeżycie nie do opisania! Nie da się opowiedzieć tej atmosfery, emocji i szału, jaki panuje w hali! Nie da się! Trzeba gnać na mecz i zobaczyć!
Zdjęcia z meczów. Pożyczyłam kosmiczny obiektyw - genialną, canonoską eLkę 100-400 - bałam się toto wziąć do ręki ;) Ale jakie foty robi! Aby nie spędzić całego meczu za aparatem, opracowałam nowy system: zdjęcia robię tylko przez dwa sety (żeby były drużyny na różnych boiskach) i tylko do dziesiątego punktu, potem skupiam się już na grze, no i nie mam tysiąca fot do ogarnięcia, tylko pincet ;)
Dzień drugi - gdyński. Spacer po funkcjonalistycznej Gdyni, no i statki: Dar Pomorza i Błyskawica od środka - jak ja lubię maszynownie! Dar Młodzieży i Zawisza Czarny od zewnątrz. Stópki zanurzone w Bałtyku (więcej się nie dało), sielankowy spacer plażą wzdłuż klifów do Orłowa. Molo, kutry i rybka, a potem na meeeeeeeeeecz! Polska - Francja 1:3 niestety :( Aaaa! I gofry z bitą śmietaną, która była wszędzie!
Dzień trzeci - sopocki. No trzeba w końcu na plaży poleżeć, no! Szybkie zwiedzanie żurawia i kościoła mariackiego w Gdańsku i siup na Monciak. Gofry, molo, rybka i plażaaaa! Nic to, że wiało, było pochmurno i siąpiło! Nic to! Kocyk rozłożony i pół godziny na piasku odleżane! I na meeeeeeeeeeeeeeecz! Polska - Słowacja 3:1 mjuuuuuuuuuuuut!
Dzień czwarty - malborski. Malbork. A pojechałyśmy sobie zamek pozwiedzać. Stwierdzam słabość do gotyckiego łuku ;) Przy okazji skończyła się pewna epoka... W Malborku pierwszy raz w życiu, zamiast "żywego przewodnika", użyłam audioprzewodnika. No niegłupie to jest, tylko pytania zadać nie można. Ale do tej pory mam wyrzuty sumienia, że osłabiłam swe poczucie solidarności z przewodnicką elytą tego świata ;) A z okazji początku jesieni nazbierałyśmy worek ślicznusich, błyszczących kasztanów.
A z tym odmładzaniem na wyjeździe było tak, że nam tak trochę jak za starych, dobrych studenckich czasów wyszło ;) Jedno piwo - dwie słomki itp... w sumie zabrakło tylko dworcówy ;)
Podsumowując: mecze naszej reprezentacji - uwielbiam! Trójmiasto - uwielbiam! :)
A! Jestem wyjątkowo zawiedziona, że z wakacji nad morzem nie przywiozłam sobie dmuchanego delfina i niebieskich okularów przeciwsłonecznych! Niezaliczone! Wracamy!
A! Jestem wyjątkowo zawiedziona, że z wakacji nad morzem nie przywiozłam sobie dmuchanego delfina i niebieskich okularów przeciwsłonecznych! Niezaliczone! Wracamy!
Czerwone trampki - są!
Czerwone spodnie - są!
Biało-czerwona koszulka - jest!
Czerwone paznokcie - są!
Biało-czerwona farba - jest!
Biało-czerwony szalik - jest!
Fotosprzęt - jest!
Bilety wydrukowane - są!
Czerwone spodnie - są!
Biało-czerwona koszulka - jest!
Czerwone paznokcie - są!
Biało-czerwona farba - jest!
Biało-czerwony szalik - jest!
Fotosprzęt - jest!
Bilety wydrukowane - są!
No to jedziem! W ten weekend kierunek jedynie słuszny - Ergo Arena Gdańsk! Mistrzostwa Europy w siatkówce mężczyzn 2013!
W zasadzie nic się nie działo, nuuuda... Stłukłam sobie ucho i pośladek.
W sobotę opuszczone przez szanownych kolegów, co to się jak zwykle deszczu przestraszyli, pojechałyśmy pobujać się chwilę po bajkparku w Koninkach. Okazał się on badziewny, więc niedługo myśląc pokulałyśmy się na Turbacz. Dawno mnie w Gorcach nie było ;) Zjazd niebieskim świetny! Mimo że już trochę umocniony i schodami parkowymi "zniczony", ale fajnie zjeżdżalny z ciekawymi problemami.
W niedzielę już większą bandą ruszyliśmy w Wyspowy. Cudnie! Przedjesiennie! Mogielica i Jasień z kulinarnym lenistwem w Jurkowie. No piękne słonko, piękne widoki! A buki? Jeszcze chwila, jeszcze dwie...
Absolutny hit: sparpety! Pasiaste skarpety! Jest stylówa!
No w końcu Lasek! No w końcu na rowerze! No w końcu najtrajd!
Nie ma to jak sobie pojeździć na rowerze po nocy po Lasku Wolskim z fajnymi chłopakami ;) No luksus normalnie! Te single tam całkiem nawet miłe są :)
No i piękna, nowa, czerwona biżuteria! Mostek zwraca uwagę ;D
A jakość jazdy jaka! Lepiej w górę! Lepiej w dół! Lepiej w skręcie! No lepszy rower normalnie!
No i piękna, nowa, czerwona biżuteria! Mostek zwraca uwagę ;D
A jakość jazdy jaka! Lepiej w górę! Lepiej w dół! Lepiej w skręcie! No lepszy rower normalnie!
Tak, tak... kolejny rower do kolekcji... choć to trochę nie do końca rower chyba jest ;)
Kiedyś tu przedstawiałam wszystkie rowery, jakie przejechały przez moje życie. Zatem i ten muszę zaprezentować: Monoczerwony! Świeżutki, spontanicznie kuriozalny nabytek z podtekstem ;D
Na monocykle, jako rowerowe dziwolongi, łypałam z ciekawością okiem już od jakiegoś czasu. Nawet próbowałam na to coś wsiadać. Ale było powiedziane: czasem przy okazji ok, pod żadnym pozorem nie wkręcamy się w nową zajawkę! I co? I guzik! Zajawka jest i leży na moim dywanie. Zajawka jest czerwona, dywan zielony, więc ładnie wygladają razem...
No cóż zrobić? Jutro idę ćwiczyć, dam znać, jak przejadę pierwsze 50 m ;)
Będzie specjalnie! Jak na numer specjalny przystało!
Tak walne jubileusze nie zdarzają się codziennie, dlatego warto chyba zatrzymać się na chwilę nad tym całkiem sporym kawałkiem historii. Otóż 140 lat temu powstało Towarzystwo Tatrzańskie, którego kontynuatorem jest obecnie istniejące Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze. Tak, to już taki kawał czasu ktoś gdzieś nam z całkiem niezłym skutkiem organizuje turystykę w naszym pięknym kraju.
Wycieczki, wyjazdy, wyprawy, rajdy... Schroniska, szlaki turystyczne, wydawnictwa... Przewodnicy... Skąd to wszystko się wzięło? Mam nadzieję, ze przynajmniej część odpowiedzi na to pytanie znajdą Szanowni Czytelnicy w tym urodzinowym numerze.
Czasem warto pogrzebać w archiwach, poprzeglądać stare zdjęcia, dokumenty. Najlepsza okazja ku temu jest właśnie teraz
w roku jubileuszowym. No to zapraszamy! Kalendarium, ciekawostki,
smaczki...
Byłam tam tylko tydzień, a czuję się jakbym wróciła z naprawdę długich wakacji... prawdziwych wakacji...
Niby człowiek siedział na bazie i nic nie robił, ale baardzo dużo się wydarzyło, mnóstwo różnych ludzi się przez bazę przekulało. Gorcstokowo, rekordowo, ale też mgliście, sennie i kameralnie, kulinarnie, towarzysko, imprezowo, wesoło i refleksyjnie, abstrakcyjnie. Stare dzieje i nowe czasy, czyli wszystko na raz :)
Gorc!
Gorc już w pudełku!
A tak na marginesie ;)
Jebutny, czyli większy niż Ty! (Jowisz)
