Miły i sympatyczny wypadzik na Skrzyczne. Koniec lutego mamy, a warunki jak w kwietniu - śniegu tylko ciut, choć w kluczowych monentach. Dawno tam nie byłam, lasu trochę zabrali... Malinowska Skała z widokiem?
Jazda fajna, miejscami zimowa i bez tylnego hamulca, znaczy z zapowietrzonym - i chyba mi to na dobre wychodzi, bo zjechałam takie miejsca, że bym się nie spodziewała. A cudem jakim? Bo nie miałam szansy tylnego koła zablokować i w poślizg wpaść :) Hehe, chyba go nie będę naprawiać.
Absolutnym wydarzeniem wyjazdu było chrzczenie Białego Kozaka - no jeździ stworzeń, jeździ... i to jak ;)
góry,
imprezy,
krajoznawstwo,
rower,
tury
Czasem słońce, czasem deszcz, czasem foka, czasem zwierz... rogaty
20:55
Zima kuriozalna - w sobotę prawdziwe foki, w niedzielę rower najzwyklejszy. Jak śniegu generalnie brak, to się człowiek nawet na myśl o Kasprowym raduje. A było z czego się cieszyć, bo śnieg milusi, kompanija zacna, słońce z odrobiną wiatru, głupawa i najbardziej lanserski pompon wszechczasów. To wszystko oczywiście w ukochanym, foczym towarzystwie. Miód! Tylko czemu ten śnieg tylko tam? Czy ja będę miała jakieś zdjęcia Tatr tej zimy nie z Kasprowego? Nie no, mam przecież z tury zachodniej i z Salatyna, ale... Dopełnieniem wieczornym była czeska sztuka filmowa, czyli totalna abstrakcja w obrazkach.
A w niedzielę, niewczesnym porankiem, znów pojechaliśmy na północ. Jurajskiej odysei rowerowej ciąg dalszy. Padło naszym łupem kolejne kółeczko po zalodzonych ściechach w sosnowych lasach z widokiem na skały i zamki. No fajne klimaty na lutowy rower, fajne!
Za każdym razem jak się wybieram rowerkiem na Jurę, ze zdziwieniem odkrywam, że jest to kawał fantastyczne, mało mi znanego terenu. Odkrywam wówczas również, że jakoś dziwnie akurat tam łatwiej się zgubić używając szlaków turystycznych, niż gdziekolwiek indziej ;) Zimę mamy jaką mamy tego roku, to znaczy jej nie mamy, piękne słońce, plusowe temperatury sprzyjają rowerowym rozrywkom. W sobotę podłączyłyśmy się pod zlot forumowy ET zorganizowany w okolicach Podlesic na Jurze Północnej. Bardzo sympatyczne ściechy pozwiedzaliśmy. Sporo błota, sporo logu i rozciaptanego śniegu. fajne ćwiczenia z techniki jazdy, duuużo lansu, pozerki i zdjęć, tempo raczej leniwe, ale ekipa spora i jakże miła :) Wypad w sam raz na taki dzionek.
Zachwycone urokami jurajskich przestrzeni, w niedzielę postanowiłyśmy zrobić poprawiny. Padło na okolice Olkusza, miałyśmy się przejechać kawałkiem czerwonego Szlaku orlich Gniazd. Ale przebieg szlaku w tamtych okolicach akurat pozmieniali, a my mapę miałyśmy nie najaktualniejszą, więc plan uległ pewnym spontanicznym modyfikacjom. Okolice rezerwatu "Pazurek" rządzą! W ogóle lasy tam jakieś takie inne są, przestrzenne, przez to wyjątkowo mnie zachwycają!
Dodatkowo okolice weekendu zrobiły się w sumie całkiem imprezowe. Zupełnie spontanicznie, siedząc tydzień temu na wyciągu, ustaliliśmy, że w końcu trzeba zrobić imprezę u mnie! Padło na czwartkowy wieczór. Hasło kulinarne się potem wymyśliło: naleśniki! I tak dziki tłum przybył na moje niewielkie metry kwadratowe, każdy z nadzieniem naleśnikowym pod pachą, co doprowadziło do totalnego obżarstwa :D Było pysznie! A w celu uzupełnienia imprezowego weekendu oraz w ramach rozpędu pobalowego, Ewa wyciągnęła nas w sobotnią nockę na tańcowanie, na miasto. Generalnie raczej nie mój klimat, ale czasem trzeba sprawdzić, że to nie mój klimat, więc poszłam i nawet całkiem sympatycznie się wybawiłam, gdyby tylko nie pewne elementy porowerowego zmęczenia.
Zostałam zmiecione ze stoku przez spidrajdera i wplątana w linki od skrzydła, złamałam kijka, zepsułam zamek od gaci i mam wielkiego siniaka na ramieniu. Czy ja już mówiłam, że uwielbiam jeździć na nartach? :) Wieczorny narcioch po pracy to jest to!
Akt desperacji! Śniegu po prostu nie ma, nie wiem gdzie się schował. To znaczy wiem: na północ od Kielc - tam zaspy, zawieje i paraliże, a w górach lipa! Jedyne miejsce, które już sławą tej zimy się okryło, to Salatyn. Cóż robić, mimo wiejącego halnego, trza napierać!
Już na parkingu przy wyciągach w Dolinie Rohackiej wiało mocno... Na podejściu pod Salatyn kładło, ja trzy razy poleciałam, na myśl o zjeździe ogarniał nas pewien niepokój... Ale! Było cudnie! Naprawdę przyjemny śnieg i sympatyczny zjazd! Potem jeszcze raz do połowy i na dół. A w ramach bonusu i nagrody za ciężką pracę potaplaliśmy się w ciepłych kałużach w Oravicach :)
Niedzielne przedpołudnie spędziliśmy bujając się na, w końcu otwartym, stoku w Myślenicach. Fajna jazda, ale kto to widział, żeby na początku lutego jeździć w weekend po trasie?!?! Ja chcę dwa metry puchu w lesie wreszcie! Zimo! Zlituj się! I przyjdź!