Od kilku sezonów na zimę czekamy z utęsknieniem, wielkim utęsknieniem. I to na wszystkie jej elementy – od świątecznych przyjemności począwszy, przez długie wieczory z książką pod ciepłym kocykiem, po niby oczywisty i zimowo nieodzowny śnieg, puch, wszędobylską białość. Towar deficytowy ostatnimi czasy... Pamiętam taką zimę, kiedy ze Śnieżnicy w Beskidzie Wyspowym schodziliśmy cztery godziny w śniegu po pachy, autentycznie – po pachy. Każdy krok to było przekopywanie się przez ponad metrową zaspę i zajmował dobre kilka minut. Ach! To były czasy! Teraz tam to nawet nie ma co nartami do lasu zaglądać...
No to jak z prawdziwą zimą w naszych górach słabo, to przynajmniej o zimowych wyczynach można poczytać na naszych łamach. Mam nieodparte wrażenie, że w zeszłym roku pisałam podobne zdanie.
Ech! Zimo! Bądźże zimą!
Dla tych, którzy zimy aż tak nie kochają i nie tęsknią za każdym płatkiem śniegu, też znajdą w numerze pewne interesujące treści. Konne wędrówki po gruzińskich bezdrożach czy niezmiennie inspirujące słowackie spacery, mogą być dobrym pomysłem na wiosenne czy letnie eskapady. Polecamy! Oczywiście tych, którzy niecierpliwie czekają na ciąg dalszy pierszowojennych wydarzeń nad Soczą uspokajamy – druga cześć relacji z frontu jest.
Wyglądam za okno i chciałabym zakrzyknąć słowackim zwyczajem: pada z oblaka! Chwilowo nie mogę, bo akurat świeci słońce, więc tylko: byle do zimy...

0 komentarze