Gazeta Górska jako kwartalnik naturalnie powiązana jest z porami roku. I choć nie cała treść poszczególnych numerów odnosi się do tego co za oknem, to jednak śniegi raczej są zimą, a upały latem, krokusy na wiosnę, a kolorowe liście teraz właśnie. W zasadzie za każdym razem pisząc te słowa wstępu odnoszę się do tych okresowych, klimatyczno-przyrodniczych prawidłowości i właśnie teraz siedząc przed białą połacią monitora stwierdziłam, że jest to nudne. Pytanie, czy w związku z tym epokowym odkryciem z widokiem na świecące piksele, jestem w stanie wyjść poza utarty szablon i napisać coś o górach w oderwaniu od bukowej feerii złota i purpury? A nawet jeśli jakimś cudem jest to realne, to czy ma to większy sens? No bo przecież po raz enty zachwycamy się tymi nieszczęsnymi, spadającymi z drzew liśćmi w stu dwudziestu siedmiu kolorach. No zachwycamy się i już, bo przecież są tak nudnie piękne, a jak coś piękne to i może być nudne, bo jak oko cieszy, to po co szukać mniej ładnej rozrywki?
No dobra, miał być oryginalny bunt przeciw okresowości natury, tej górskiej też, a wyszło jak zwykle, tak samo z kolorowym zachwytem nad jesiennym obumieraniem. Hmmm, w sumie takie zjawisko jesieni, to jeden z nielicznych przykładów na prześliczną destrukcję. No chyba, że zacznie lać, a błoto i mgła okleją całą przestrzeń. Wtedy przestanie być ślicznie, zrobi się jakoś mdło i szaro, a my wszyscy zatęsknimy za kolejną okresową, tym razem białą pięknością.
Zatem zadanie specjalne - wychodzimy z górskiej, jesiennej, błotnistej koleiny! Nie wiem czy się da. Czy mamy na to w ogóle ochotę?
W przerwach w rozmyślaniu nad okresowością wszechświata proponuję lekturę w towarzystwie bardzo w tym kontekście banalnych rudych buków w Bieszczadach. Można się przy okazji nastroić na zimową atrakcję sportową, jaką są skoki narciarskie - to czytając o Planicy. Można odkryć góry nieoczywiste, a jakże pikantne, znaczy z pieprzem. Można włos na głowie zjeżyć czytając o gorczańskich turystycznych rewolucjach. Można też chwile spokojnie pomarzyć o spacerach po Górach Dynarskich lub sąsiedzkich górach Słowacji.
Zapraszam zatem w nasze góry! Wcale niekoniecznie takie jesienne, ale jak zawsze odpowiednio pociągające.

0 komentarze