,

Ostatni dzień lata tej jesieni

18:22

Piękne słońce, ciepełko, pierwsze bukowe kolory jesieni, kapitalna widoczność! Hmmm, front idzie. Ale zanim przyszedł, należało wykorzystać idelane okoliczności przyrody i się przejechać tam skąd Tatry widać. No i padło na tyle razy oglądaną, ale nigdy dotąd nieodwiedzoną, grupę Wiaternego Wierchu. Bardzo miłe rowerowanie (nawet podjazd był miły!), niespodziewane, spektakularne kąpiele błotne (w moim wykonaniu oczywiście), krzaking i zniewalająco-powalające widoki na Tatry i Pieniny z oddmiennej strony. Wszystko to w barwach już prawie ultrajesiennych. Zwieńczeniem tych delicji była delicja przyziemnie jadalna, czyli wyprażany syr ze słowackim piwem :)

A front ulewny przyszedł w niedzielę.

Rowerowa prawda nr 237:
Jak przjeżdżasz przez śliską groblę między dwiema dużymi i głębokimi kałużami, rób to na niskim przełożeniu. W przeciwnym razie prawdopodobieństwo wylądowania w jednej z tych kałuż drastycznie wzrasta ;) 

Rowerowa prawda nr 843:
Z regulowaną sztycą to jest dopiero enduro-życie! ;D

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum