Po leniwym gorcowym poranku, przegranej walce z zapowietrzonymi hamplami i szoku doznanym na widok nowości drogowych w okolicach szczytu Gorca, zamieniliśmy się rowerami i pojechaliśmy dalej w poszukiwaniu ostatków "czegoś fajnego". Na Strzelowskie! Wieki tam nie byłam, chciałam odświeżyć sobie dawne ścieżki. A dawne ścieżki okazały się przepięknej urody singlami. Beskidzki zjazd sezonu. Miejscówka rozwojowa, z szałasem. Przyjdziemy tu z pilą udrożnić ściechę w kilku miejscach. 500 m w pionie! Ach! Przynajmniej tyle, uratowało nam dzień to miejsce!
Tym razem udało się dojechać do Kościeliska. Mimo burz krążących wokół nas, ale nie nad nami, udało się pojeździć po podhalańskich singlach. Kawał dobrej roboty! Dzięki ogromne dla Rowerowego Podhala!
Orłowo jest chyba najfajniejszym kawałkiem trójmiejskiej plaży. Przy okazji uprawiania "prawdziwych wakacji nad morzem" nie mogliśmy ominąć Zdrowia! Urbex z potencjałem, co widać!

















































