Po leniwym gorcowym poranku, przegranej walce z zapowietrzonymi hamplami i szoku doznanym na widok nowości drogowych w okolicach szczytu Gorca, zamieniliśmy się rowerami i pojechaliśmy dalej w poszukiwaniu ostatków "czegoś fajnego". Na Strzelowskie! Wieki tam nie byłam, chciałam odświeżyć sobie dawne ścieżki. A dawne ścieżki okazały się przepięknej urody singlami. Beskidzki zjazd sezonu. Miejscówka rozwojowa, z szałasem. Przyjdziemy tu z pilą udrożnić ściechę w kilku miejscach. 500 m w pionie! Ach! Przynajmniej tyle, uratowało nam dzień to miejsce!




















0 komentarze