,

Jak nie foką, to rakiem

08:45

Nie może być! Pierwszy wyjazd w tym sezonie zimowym w góry bez nart! Ale za to jaki! Z foczeniem dalej nie najlepiej, więc spotanicznie wyszło zupełnie co innego, mocno tatrzańskiego. Tak więc narty zostają w domu, a mimo kiepskich prognoz w plecaku ląduje szpej :) Po półgodzinie snu z piątku na sobotę, trzeba się było zapakować do autobusu o jakiejś chorej godzinie, potem migiem na Kasprowy (pierwszy raz w zimie z buta, nie z narty). A tam syf, mgła śnieg, wiatr i inne takie przyjemności. Nic to! Związać się trzeba i pomykamy na Świnicę. Wierzchołek taternicki udało się zdobyć! Ze względu na późna godzinę i mocno niemiłe warunki została podjęta jak najbardziej słuszna decyzja, że wierzchołek właściwy odpuszczamy. No to do Murowańca z Przełęczy Świnickiej bardzo śniegowo czujnie w dół i potem niby szybko, sprawnie przez pojezierze do schroniska. Nic bardziej mylnego - jak się nie wceluje w szlak, to się ma jeszcze po drodze przyjemność przecierania śniegu miejscami po pas przez hektary kosówki. Urocze trzy godziny... No ale zwięczeniem sukcesu było trochę schroniskowego ciepełka. I mimo, że Murowańca nie lubię, to miło było. Dnia następnego atak na Kościelec. Pogoda odziwo lepsza. Najpierw nad Czarny Staw i pod Karb - niewiele poniżej przełęczy nie puściło, śnieg niebezpieczny - zatem uzasadniony odwrót. Przy okazji mogliśmy popatrzeć, jak spod Granatów zeszła lawinka - robi wrażenie, dobrze, że z daleka. Jak nie da rady z tej strony, trzeba zajść go od tyłu, więc dookoła, znów przez pojezierze, tym razem szlakiem na szczęście. A tuż pod przełęczą jakieś słońce zaczęło wychodzić, chmury się przerzedziły, góry się pokazały! I moje trzecie widmo Brockenu! Mało czasu. Z Karbu szybko na górę. Nie wiążemy się. Kościelec zimowo zdobyty! I znów bezpiecznie na Karbie - po drodze tylko cztery stresy ;) Warunki w kierunku Czarnego Stawu lepsze, kilka osób schodziło, to my też - zjeżdżamy. Szybko i sprawnie na dole, tylko z zimną pupą ;) Na chwilkę zahaczamy o schronisko i mykamy do Kuźnic.

Mega mocny wypad! Chyba nikt normalny w taką pogodę, przy takich warunkach śniegowych, w takie góry za bardzo się nie pcha, a my tak :)

Straty wyjazdu: solidnie roztargane rakiem goretexy :(

A tak w ogóle to Krówka mówi: Do dzieła! Nie poddawaj się! ;)

No i jeszcze fotki - tym razem mało bardzo, bo jakoś nieporęcznie było z lustrem walczyć.

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum