,

Biegi zakopiańskie i sushi w Gocha(n)

13:35

Po czartkowej panice w piątek mnie pokłuli i dostałam papier, że nie gryzę. Zatem w szwagra i do Zakopca w odwiedziny w progi kochane. Dzień sobotni zaczął się, jak dostałam książką o owockach w głowę, a potem wręczono mi trzy duże misie. Miał być kawałek Spotkań z Filmem Górskim, ale był bieg wysokogórski. Oczywiście ja nie biegam! Ale robiłam za wiernego kibica i obsługę foto, nawet w związku z tym wycieczkę na Kalatówki zaliczyłam ;) Potem seria zabaw z rodzaju "włóż do pudełka", "gdzie jest gołąb?" i "drzewo za oknem jest zielone". Chwilę potem zapakowani w auto jechaliśmy do Gorczańskiej Chaty na imprezę pod hasłem: "Suszymy sushi w Gocha(n)". Wyszły prawie, że o mało co profesjonalne warszaty kultury japońskiej.

Zatem jak się robi sushi?

potrzeba: specjalny garnek do gotowania ryżu, specjalny ryż, specjalny ocet, surowy tuńczyk, surowy łosoś, wędzony łosoś, krewetki, poluszki krabowe, marchewka, ogórek, avocado, wasabi (taki zielony chrzan), imbir marynowany, sos sojowy i glony sprasowane oraz maty bambusowe i pałeczki; przydałaby się jeszcze zielona herbata i sake.

jak: ryż ugotować na bardzo miękko, przestudzić, doprawić octem, pokroić na cieniutkie paseczki ryby i warzywa; na stole położyć matę bambusową, na niej sprasowanego glona; na glona wpakować solidną łyżkę ryżu i dokładnie rozprowadzić, żeby warstwa była dość cienka; zostawić wąski, wolny brzeg glona, żeby się skleiło; na jednym końcu poukładać paseczki ryby i warzywek dość ciasno i zwijać przy pomocy maty jak naleśnika; odłożyć na chwilę, można schłodzić, potem pokroić i ładnie poukładać na talerzu.

podawać: z kawałkami imbiru, sosem sojowym i wasabi; je się to to oczywiście pałeczkami - nie nabijać na pałeczki, tylko chwytać; popijać sake lub zieloną herbatą albo jednym i drugim. Mniam!

A tu szczegółowa fotorelacja z procesu sushenia.

Dopełnieniem całości była oczywiście impreza z tańcami na stole, prawie bez piosenki turystycznej, za to z klasyką polskiego rocka, Kaczmarskim i Chopinem w bardzo specyficznym wykonaniu ;)
Kolejnym etapem warsztatów był proces i związany z tym obrządek parzenia i picia japońskiej herbaty. Po tym akcie wyciszenia i kumulacji wewnętrznej energi trzeba się było zbarać za suszenie właściwe, a dokładniej składanie togo, co niby miało być wysuszone, czyli porozwieszanych dwa tygodnie temu namiotów bazowych. Niestety nie wszystko jeszcze wyschło. W nagrodę za wysiłek fizyczny była kolejna, solidna porcja sushi. Uwaga! Sushi też można się przejeść ;) Na zakończenie imprezy był jeszcze sardynkowy powrót do Kraka i zagotowana chłodnica.

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum