Ech, ten wspin...

11:53

Sobota oświatowo-oświęcimska. Gadanie przez osiem godzin i to z odrobiną sensu, po czterech godzinach snu, to jest to. Niedziela miała być ambitnie i intensywnie wspinowa. Miała być. Z przyczyn "obiektywnych" zamiast bladym świtem wystartowaliśmy prawie w południe. Cel: Brzoskwinka, która okazała się mocno przygnita. Nawet zdjęć nie ma. Prywatna część doliny jest ślicznie zrobiona! Chwała tym, którzy w przygotowanie tych skał do wspinania włożyli mnóstwo pracy! Jednak dla mnie wspinu tam nie było, dla mnie po prostu nie ma wspinu. To był chyba spit do mojej wspinaczkowej trumny. Albo pieprznąć butkami w kąt, albo zacząć wszystko od początku. Pierwsze pytanie: dlaczego zaczęłam się wspinać? Powód był jeden bardzo bezsensu. Pytanie drugie: czy wspinać się dalej? Na razie bez odpowiedzi, czyli też bezsensu...

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum