W sobotę mój organizm zrobił to, co robi niezwykle rzadko - najzwyczajniej w świecie się zbuntował... Nie wstałam na pierwszy, drugi, trzeci, piętnasty pociąg... Za to wstałam o piętnastej. A miał być tak pięknie rowerowy dzień... Za to niedziela była zdecydowanie bardziej twórcza. Święto cykliczne - wielkie święto rowerowe i wielki przejazd przez Kraków. 1500 rowerzystów - jest moc!
A popołudniu Liga Światowa w katowickim Spodku! Na rozgrzewkę mecz Kanady z Finlandią, zakończony sukcesem tych drugich. A potem nieziemskie widowisko w wykonaniu naszych i Brazylijczyków. Pięć setów na kosmicznym poziomie siatkarskiej abstrakcji! Niesamowite ataki, gwoździe w parkiecie i majstersztyk siatkarskiego kunsztu! Tak szybko nie da sie atakować, po prostu się nie da! Jak tu ostre zdjęcie zrobić tak szybkich piłek? Wygraliśmy! 3:2! Drugi raz z rzędu nasi wspaniali siatkarze ograli Brazylię! To co działo się w Spodku jest nie do opisania! Na takim meczu trzeba być!
Straciłam głos ;)
Straciłam głos ;)
0 komentarze