, ,

Czyżby koniec sezonu, którego nie było?

23:29

No w końcu! tura! Od dawna planowana! Spęd wielki, imprezowy foczej braci w Staroleśnej :) najpierw straszyły nas badziewne prognozy pogody, a pewne perturbacje rezerwacyjne doprowadziły do tego, że piątkowy nocleg był w krzakach nie w schronisku. Ale w sumie miłe to było i dla kieszeni, i porannego podejścia. W sobotę udało się zjechać (w moim przypadku jakoś pokonać w dół), żleb pod Staroleśnym oraz Rochatkę na obie strony - w kierunku Litworowej cud, miód, prawie firn! Schroniskowe popołudnie zostało godnie wykorzystane ;) A w niedzielę obudził nas niby-deszcz i już dezercja w doliny przeszła przez nasze głowy, a tu błękit nieba i piękne słońce. Mniej piękny śnieg, bo mokry i rozciaptany, ale padł Zawracik Rówienkowy, dwa zjazdy w okolicach Świstowego i Świstowej Przełęczy, a na koniec stromy żlebik ćwiczebny i w dół meandrem przez kosówki. A na dole zadziwiający nas krajobraz podeszczowy. 
Tura przednia! Choć nie był to warun śniegowo idealny. No i chyba to już koniec tego sezonu, tak ubogiegow śnieg... W nocy nie mrozi, więc na klasyczne firny na koniec kwietnia chyba nie ma co liczyć.    

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum