To taki jeden weekend w roku, że choćby się waliło i paliło, to i tak trza na Lecie gnać! To najważniejsza impreza kołowa i nic nie może temu przeszkodzić! 59. Lecie SKPG w Węgierskiej Górce. Wesoły pociąg z dwiema przesiadkami (daliśmy radę ;), uroczyste blachowanie 23 nowych przewodników beskidzkich, kilku tatrzańskich i jednego naszego Sympatyka :) Kabaret - majstersztyk! I standardowo - impreza do białego rana. Dnia następnego mecz, ale to już kolejna historia!
Jak toto zaczęli budować, to mi się nie podobało. Ale jak już otwarli i oświetlili, to zupełnie co innego! To świetny motyw krakowskich zdjęć nocnych. No i się trzeba było na spacer foto-ekipą wybrać i sztuce fotografii oddać. Bez weny akurat totalnie i o zgrozo bez wężyka spustowego, ale cosik tam wylazło spod migawki.
Kolejne zboczenie genetyczne, kolejarska krew w żyłach gdzieś tam sobie pływa w niewielkim już stężeniu, ale zawsze. Wiem co to jest tendrzak, skansen w Chabówce mam przećwiczony, a za dziecka na dzień kolejarza chodziliśmy oglądać makiety, zawsze chciałam mieć elektryczną kolejkę z prawdziwego zdarzenia, a potem zostać maszynistą, tylko dziewczyn do klasy ruchowej TK nie przyjmowali... No więc w ramach sentymentów uwielbiam się włóczyć po muzeach kolejnictwa. To w Jaworzynie Śląskiej jest z pewnością w polskiej czołówce :)
Zawsze niby było, że Sudety są be, bo przecież Karpaty są lepsze. No chwilowo jednak muszę się, przyznać do pewnego zachwytu nad tymi nie naszymi górami, albo bardziej tym co tam w okolicy jest ;) Na Ziemię Kłodzką i w okolice Wałbrzycha chciałam jechać od dawna, w głównej mierze pozwiedzać tamtejsze podziemne atrakcje. No i tak się poskładało, ze się udało i cały długi weekend listopadowy szwendaliśmy się właśnie tam. Kopalnia złota w Złotym Stoku, Kłodzko, Szczeliniec, Błędne Skały, Kaplica Czaszek, Kudowa-Zdrój, Srebrna Góra, Nowa Ruda, Osówka, Zamek Książ i Jaworzyna Śląska. Planszówki, nalewki i Pasterka. Wrócę! Na pewno wrócę :)
Jak się z rowerem nie da, to z buta trzeba. A jak się okazało nie tylko ja nie mogę wsiadać na rower, więc rowerową ekipą poszliśmy w Tatry Zachodnie. Piękna pogoda, ciepło, ludzi brak - jak nie w jesiennych Tatrach. Miło tak! Do tego w ramach trasy wycieczki zapodaliśmy ciekawy bonusik. Cud, miód i leniwa malina!






















































