Akcja totalnie od czapy i nawet trochę z niedowierzaniem w jej powodzenie. No bo przecież jakże to? Śnieg sensowny w kwietniu w Bieszczadach? No tak! Się znalazł, a my go łapnęli i rozjechali :) Nawet świeży nam w nagrodę spadł! Więc dwie linie na Wielkiej i Małej Rawce padły, a do tego mniejsze linie na Caryńskiej dołączyły.
W ramach popołudniowego krajoznawstwa industrialnego szwendaliśmy się po Katowicach, głownie Szopienice się załapały na fotosesję. Foty z rodzaju postprzemysłowego rozpizdu. Dużo krzywego, lecącego kadru, wysokiego ISO i ziarna, ale to specjalnie w sumie :)
Szybka akcja poweselno-świąteczna, czyli nagła teleportacja do śnieżnego raju! Poweseliliśmy się świątecznie na tubo-bojdowym weselu, to prawie rańcem w wielkanocny poniedziałek pokulaliśmy się do żabnicy, by zaatakować Rysiankę i odnaleźć superlinie pod Lipowskim Wierchem. Turę rozpoczęliśmy koło południa, ale hulańce dnia poprzedniego są tu pewnym usprawiedliwieniem. Udało się znaleźć kosmiczny polan i galaktyczny las. Śnieg cudowny! Taki warun ostatnio był dwa sezony temu. Bajkowy, inny świat! Dwa zjazdy i krzakowo-pociemkowy bonusik w potoku! Extra!
Wiosna, ptaszki śpiewają, trawka rośnie, sucho, błota nie ma... idealnie! Rower! No, na rower jedziemy, sezon zaczynamy! Narty do kąta! Nic to, że 30 km dalej śniegiem waliło i idealne turowe warunki były. U nas plaża i rozpoczęcie ę-sezonu na pszczyńskiej miejscówce i singlach bielskich. Hmmm, początki, zwłaszcza te sezonów łatwe nie bywają. Ale zima wróciła, więc będziemy zaczynać jeszcze raz, ale potem ;)
Słońce nam dzisiaj zaćmiło tak ładnie i bardzo. I zupełnie przez przypadek na dodatek klisza rentgenowska dała dodatkowy kolorowy efekt. Cudnie!
Z innych ciekawych zjawisk astronomicznych tego tygodnia, ominęła mnie zorza polarna, co to nam na południe PL zawitała niespodziewanie.







































































