Mecz Tatry - Beskidy w piłkę nożną na leciu to już legenda. Święta wojna, to jak derby, jak mistrzostwa świata, olimpiada, jak najważniejsze sportowe wydarzenie roku. Tak! To właśnie ten mecz! Gdzie te czasy, gdy boisko było na błotnistym parkingu, a bramki to dwa kamienie? Gdzie te czasy, gdy wykopanie na aut groziło lataniem na dół? Gdzie te czasy, gdy półmetrowy śnieg udeptywało się idąc ławą przez całe boisko, a piłki w zaspach nie było widać? Teraz jest profesjonalnie! Boisko profesjonalne, bramki profesjonalne, korki profesjonalne, piłka profesjonalna, jeszcze bardziej profesjonalna Drużyna! Taka prawdziwa, co trenuje i się spina, bo wygrać trzeba! Ano trzeba! I wygrywa! Fantastycznie kolejny rok z rzędu cudowna drużyna Beskidzka wygrywa w pięknym stylu! Tym razem Tatrzańcy dostali łupnia 5:2 :)
A po cichu, gdzieś tam z tyłu na boisku, zupełnie nieprofesjonalnie spełniały się inne sportowe marzenia! Siatkówka! Po raz pierwszy na leciu pograliśmy w siatkę! Bez spiny i na lajcie była chwila pykania i kupa śmiechu :) Za rok też będziemy profesjonalni?
To taki jeden weekend w roku, że choćby się waliło i paliło, to i tak trza na Lecie gnać! To najważniejsza impreza kołowa i nic nie może temu przeszkodzić! 59. Lecie SKPG w Węgierskiej Górce. Wesoły pociąg z dwiema przesiadkami (daliśmy radę ;), uroczyste blachowanie 23 nowych przewodników beskidzkich, kilku tatrzańskich i jednego naszego Sympatyka :) Kabaret - majstersztyk! I standardowo - impreza do białego rana. Dnia następnego mecz, ale to już kolejna historia!
Jak toto zaczęli budować, to mi się nie podobało. Ale jak już otwarli i oświetlili, to zupełnie co innego! To świetny motyw krakowskich zdjęć nocnych. No i się trzeba było na spacer foto-ekipą wybrać i sztuce fotografii oddać. Bez weny akurat totalnie i o zgrozo bez wężyka spustowego, ale cosik tam wylazło spod migawki.
Kolejne zboczenie genetyczne, kolejarska krew w żyłach gdzieś tam sobie pływa w niewielkim już stężeniu, ale zawsze. Wiem co to jest tendrzak, skansen w Chabówce mam przećwiczony, a za dziecka na dzień kolejarza chodziliśmy oglądać makiety, zawsze chciałam mieć elektryczną kolejkę z prawdziwego zdarzenia, a potem zostać maszynistą, tylko dziewczyn do klasy ruchowej TK nie przyjmowali... No więc w ramach sentymentów uwielbiam się włóczyć po muzeach kolejnictwa. To w Jaworzynie Śląskiej jest z pewnością w polskiej czołówce :)


























































