Drugi kawałek wszystkiego

12:46

Wiosna, wiosna… o! Lato! Wiosna… Zima?! Wiosna, uff… Wiosna, lato… Nareszcie! Takie to już góry przełomu wiosny i lata są. Pogoda zdecydować się nie może i człowiek też nie. Głodny gór zielonych wyczekuje soczystej, młodej trawy, na której można się zwyczajnie położyć, wystawiając twarz do równie niezdecydowanego, jak cała przyroda, słońca. Ale idąc gdzieś wyżej znów pakuje szpej zimowy do plecaka mając w świadomości całkiem solidne śniegi w żlebach o wystawie północnej. Ręka pragnie dotyku suchej i ciepłej skały, ale narty jeszcze jakoś nie chcą powędrować za szafę na letni wypoczynek. Takie to wiosenne, górskie lato – niezdecydowane. W tym całym niezdecydowaniu rodzą się albo już nawet nabierają realnych kształtów zniecierpliwione pomysły, co z tymi górami zrobić, jak tym razem znowu w nie uciec, jak nie zmarnować żadnego dnia dla nich poświęconego? Jak wybrać między białym a zielonym? Między bezkresną połoniną, równą ścieżką, ciężkim plecakiem, karpackim szwendaniem, a granitową granią, wiecznym śniegiem lodowca, liną, skałą i przestrzenią (tą w dół, nie w dal)? Czy trzeba wybierać? Czy trzeba decydować, które góry są bardziej prawdziwe? Bardziej górskie? Bardziej wymagające? Bardziej wartościowe? Czy nie można tego połączyć, tak by nie czuć ciągłego niedosytu tego zielonego czy tego białego, by nie rozbić swoich gór na drobne? Jak się komuś uda niech da znać…
Przed Wami już drugi numer nowej Gazety Górskiej, letni, trochę mniej wystraszony i oczywiście bardzo górski. Mam nadzieję, że obudzi zaciekawienie, które poprowadzi w moje góry łaskawe, mimo że one ani moje, ani niczyje, a i łaskawe też nie dla wszystkich i nie zawsze.
Tak więc dobrego, górskiego wędrowania!

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum