Tak się złożyło, że w tym roku po raz pierwszy dostąpiłam zaszczytu egzaminowania na połówce i to ponoć jako pierwsza kobieta w historii SKPG. I tak w towarzystwie trzech już doświadczonych Szanownych Egzaminatorów, lekko zestresowana stawiłam się sobotnim rankiem na miejscu zbiórki. Do przepytania 14 kursantów - mało. Pierwszego dnia męczyliśmy w Makowskim - z Harbutowic, przez Koskową do Żarnówki. Trasa pod hasłem: 154 rodzaje mgły, deszczu i krzaków. A zdającym całekiem nieźle szło. Wieczorkiem najfajniejsza część połówki, czyli połówka, a raczej więcej niż kilka połówek ;) Niedzielny ranek przywitał nas przedzierającym się przez mgłę słoneczkiem, więc na Babią! (na którą w efekcie i tak nie dotarliśmy). Mogłoby się wydawać, że Babka to taki samograj przewodnicki, ale w odpowiedziach kursantów jakoś ciężko było znaleźć potwierdzenie tej teorii. Gwiazdorskich popisów nie stwierdzono, ale za to nowe schronisko na Markowych można było oglądnąć, na góry z wysokości w końcu popatrzyć i egzaminacyjnych bojów z panoramami wysłuchać. Nadszedł jednak czas podsumowania zmagań, takie ocenianie to wcale nie taka prosta sprawa, w efekcie 12 kursanckich duszyczek ma szanse walczyć o blachę dalej.
Cóż, pierwsze koty za płoty. Muszę przyznać, że bycie w komisji egzamiancyjnej na egzaminie praktycznym to bardzo ciekawe doświadczenie. Stwierdzenie czy ktoś się na przewodnika nadaje lub nie wcale takie proste nie jest.
0 komentarze