No niby wiosna, a zima w końcu przyszła! W końcu! Słońce za oknem, zielona trawa już rośnie, bazie się wykluwają, a w górach leży ponad pół metra świeżutkiego, wymarzonego i wyczekanego przez co poniektórych puchu. Hmm..., a może to nie zima, tylko wiosna właśnie taka niekonwencjonalna, na nowo zdefiniowana w naszych górach? Jakby na sprawę nie spojrzeć w najbliższym czasie będziemy widzami rewelacyjnego pojedynku między srogim, zimnym, silnym a ciepłym, słonecznym i entuzjastycznym, co da zapewne wiele radości tym, którzy znów wywędrują szukać swojego miejsca w górach.Trzeba zaczerpnąć świeżego powietrza przywianego gdzieś z południa, wystawić twarz do słońca i popatrzeć na góry. To już druga wiosna nowej Gazety Górskiej, zatem przymiotnik „nowa” przestaje pasować do sytuacji. Mam nadzieję, że obecna forma zdołała już do siebie Czytelników przekonać i przyzwyczaić. Chodzenie po górach wychodzi nam całkiem nieźle, są kolejne, coraz wyższe pomysły – w pisaniu o górach cały czas się rozkręcamy. Jak to wychodzi w tej odsłonie? Zobaczcie sami! Już po raz piąty. Tym razem spotkanie trochę na ludowo, trochę językowe i literackie, a i cykl sudecki zaczynamy.
Zatem niech to będzie górska pobudka dla tych, co w zimowy letarg zapadli i od gór abstynencje w tym czasie zachowali, a dla tych, którzy sezonu górskiego nigdy nie kończą i nie zaczynają, niech to będzie zastrzyk energii do kolejnych działań wysoko nad poziomem morza.
Aha! Wiosna w klasycznej postaci walkę wygrała!
W górach też!
0 komentarze