,

Jak nie foką, to rakiem odsłona druga, czyli dwa urocze wycofy

11:36

Kolejny zimowy wypad w Taterki. Mimo że już tradycyjnie cały tydzień prognozy były kiepskie, wiał halny, a lawinowa trójka nie chciała stać się dwójką, podjęliśmy wyzwanie.
Tak więc ulubiony, sobotni autobus o 5.35 do Zakopaca, a tam leje, potem na Palenicę, a tam sypie, potem do Piątki, a tam już nie sypie. Podjęliśmy próbę dotarcia na Krzyżne z planem zejścia do Murowańca. Zrobiliśmy testy lawinowe, ale ich interpretacja była co najmniej dziwna - próbujemy! Nie dało rady - śniegu sporo, późna godzina i uroczo pęknięty śnieg po wejściu w niezbyt fajne miejsce - trzeba się było szybko zwijąć. W międzyczasie zaliczyłam mało miły, niespodziewany, kilkumetrowy zjazd - dobrze, że stok nie był stromy, a moja reakcja szybka i dobra, nawet się zestresować nie zdążyłam - hamowanie czekanem przećwiczone. Naszym zabawom, ze stoickim spokojem przyglądała się niestrachliwa kozica. Odwrót, żeby nie było za prosto, zapodaliśmy z ominięciem schroniska, w dół do doliny Roztoki. Migusiem na Palenicę, fuksiarski stop do Zakopca i jeszcze cudny spacerek do Murowańca w świetle księżyca, gwiazd i podhalańskich stoków narciarskich - coś pięknego! Zwieńczeniem dnia była spora porcja wiśniówki ;) Rano - wiatr, mega wiatr, ale i słoneczko i dziwaczne chmury, więc lajtowy pomysł na Żółtą Turnie, którego lajtowość skończyła się po pierwszych kilku krokach w śniegu do pół uda, kosówce, przy wietrze wiejącym w twarz z prędkością 100 km/h... Nie było opcji, znów odwrót... Na otarcie łez była szarlotka w schronisku i Kasprowy o zachodzie słońca - tak, żeby cokolwiek zdobyć w ten weekend ;) W ogóle to świat się kończy - w ciągu dwóch tygodni dwa razy wylądowałam na Kasprowym i ani razu nie miała ze sobą nart...

I znów wyszedł naprawdę mocny, wykańczający, tatrzański wypad. Oby więcej! A Krówka mówi: To Twój szczęśliwy dzień!

Straty wyjazdu: pozbyłam się skóry na piętach - chodzenie w innych butach niż klapki, to chwilowo wyzwanie.

Zdjęć trochę tu. Można popatrzeć na niesamowitości pogodowe, jakie nam były dane. Tym razem lustro zostało w domu, testowałam zdolności małego idioty bojowego.

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum