Zauważyłam taką dziwną prawidłowość, że zdecydowana większość moich podróży na Chatę wiązała się z jakimś lizaniem ran po moich dziwacznych przygodach. I tak:
- listopad 2009 - naderwane ścięgno prawego kolana...
- maj 2010 - 523 porysowe siniaki...
- wrzesień 2010 - opad sił po wściekłej szczepionce...
- luty 2011 - ręka w gipsie...
Równocześnie, zupełnie nie wiem czemu, zawsze to leczenie wiązało się z dość ciekawą imprezą...
Tym razem Gocha skończyła 2 lata! I godnie ten jubileusz uczciliśmy! ;) Kielona, i to pełnego, zagipsowaną ręką trzymać się da!
A na gorcowych włościach biała cisza i spokój...
A na gorcowych włościach biała cisza i spokój...
0 komentarze