Nie taka polska służba zdrowia straszna

18:04

Powiedziałabym nawet wręcz przeciwnie - miła i sympatyczna. W zasadzie pierwszy raz miałam doczynienia ze szpitalem tak na poważnie. W zeszłą niedzielę, gdzieś koło 23.00 zameldowałam się ze spuchniętą, fioletową ręką na SORze w szpitalu na Galla, nastawiona na spędzenie tam połowy nocy. Wchodzę, czytam informacje na okienku, rozglądam się, miły portier mówi, że zaraz ktoś podejdzie. Podeszła miła pielęgniarka, spytała o co chodzi, spisała i kazała chwilę poczekać. Po 10 min (!) wyszła pani z SORu i poprosiła mnie, 20 minut później miałam zrobioną fotę ręki, stwierdzone podwójne złamanie i byłam w trakcie gipsowania. Dostałam skierowanie na konsultacje w tymże szpitalu na piątek.

W piątek stawiłam się w wyznaczonym czasie. 4 osoby przede mną. Pół godziny później już odbierałam kontrolnego rentgena. Weszłam do gabinetu wg poprzedniej kolejki. 10 minut później wędrowałam do rejestracji ze skierowaniem do szpitala na krojenie ręki.

W południe w niedzielę zameldowałam się na oddziale ortopedyczno-urazowym, ślicznym z resztą, przedwczoraj wyremontowanym. Miły pan doktor, też jeżdżący na nartach, wywiad ze mną zrobił i położył do łóżka. Przemiłe panie pielęgniarki i panie salowe ganiały w te i nazad, pomagały wszystkim jak mogły. Nawet głupio człowiekowi było, że mu łóżko ścielą. A jeszcze zakręcony anestezjolog przyszedł na ploty. Obiecał, że jeśli jeszcze raz połamię się poza trasą, to będę składana bez znieczulenia. 

W poniedziałek zdarto mnie z łóżka i wypucowano mi rączkę. Zaprowadzono na blok operacyjny, podano ćpuńską dawkę morfiny i wstrzyknięto w pachę coś co sprawiło, że rączka przestała być moja. Wylądowałam w zielonym pokoju, a za zielonym parawanikiem panowie chirurdzy zabrali się za rzeź mojej dłoni. Cosik im to długo szło, narzekali trochę - wniosek, że proste te moje kostki do poskładania nie były. W efekcie moje wnętrze wzbogaciło się o kilka kawałków tytanu. Potem chwilę jeszcze poleżałam, fote z żelastwem kontrolnie zrobili, odwieźli na salę i w końcu dali jeść, a jak trzeba było to i przecibólowe świństwo zapodali.

Dziś przedpołudniowe czekanie, wypis i do domu. W piątek kolejna kontrola.

Naprawdę wszyscy dla wszystkich byli mili i sypatyczni, odwalali kawał porządnej i ciężkiej roboty praktycznie na każde wezwanie. Jak się już musi mieć coś ze służbą zdrowia wspólnego, to taka wersja jest jak nabardziej ok :)

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum