No i kto by pomyslał?! Znowu na turach! Udało się!
W sobotę sms: 5.00 rano, weź spódnicę! - Ok! Jedziem w Tatry!
Po ciężkim, sobotnim rowerowaniu pobudka 3.10, 5.00 zbiórka i wyjazd. Cztery baby, cztery spódnice, cztery pary turów i fok, oj działo się!
Na początek zamiast 200 pln mandatu, rutynowa kontrola dokumentów ;) Kuźnice i babska husaria w geterkach i kieckach popędziła do Murowańca, śniadanko, sesja zdjęciowa z połową facetów w schronisku, przepak, krótka burza mózgów gdzie idziemy i z foki w kierunku Przełęczy Świnickiej. Muszę przynać, że buty narciarskie wyjątkowo dobrze komponują się ze zwiewnymi spódniczkami ;)
Liliowe - szklana ściana, pod Skrajną Przełęczą wyglądało ciekawie, a my darłyśmy dalej pod Świnicką. Dużo twardego i wylodzonego, z samej góry zjechać się za bardzo nie dało, więc niżej trzeba się było przepiąć, wdziać gacie na te nasze kiecki i na dół! Tam gdzie był śnieg (nie lód) było fantastycznie! Jeszcze! Pół podejścia pod Skrajną i drugi superowy zjazd! Kto by pomyślał, że będą tak fenomenalne warunki! Zjazd do schroniska, przepak i husaria zbiega na dół - to zejście nas wykończyło.
Nie ma jak babskie, spódnicowe tury! Faceci wymiękli, a my pysznie się bawiłyśmy!
Oj, dawno nie byłam tak zmęczona...
0 komentarze