Jakaś ta wiosna pokręcona. Zresztą jak każda wiosna chyba, więc nic to odkrywczego. Pozostaje się pokręcić razem z wiosną,
a jak pokręcić to w górach rzecz jasna!
Można kręcić – o tak! Rower w gotowości bojowej, a nawet już w użyciu. Można skręcić – ze szlaku w las na przykład. Można też skręcić sobie coś – zdecydowanie nie życzę, nie polecam! Może się też zakręcić w głowie – od tych wszystkich kwietnych zapachów i kolorów. Może też człowieka pokręcić – bo w natłoku wszelkich górskich opcji, możliwości, propozycji zdecydować się trudno na jedną formę górskiego działania.
Zatem podsumowując. Obraz stanu ducha i umysłu przeciętnego górzysty, któremu wiosna zapukała w okienko, wygląda mniej więcej tak: żałość wielka i już budząca się powoli tęsknota za białym, puszystym, czasem pokrywającym góry w zimie miesza się z pewnym lekkim zniecierpliwieniem i podenerwowaniem wynikający z oczekiwania na powrót do aktywności porzuconych
wraz z nadejściem obślizgłej wilgoci i pierwszych mrozów. Natomiast euforię i przypływ niesamowitej energii spowodowany otwierającymi się możliwościami realizacji najambitniejszych, górskich planów miejscami delikatnie przyćmiewa potrzeba słodkiego lenistwa...
Taki stan rzeczy przekłada się na następujący plan działania: człowiek stojąc na metrze kwadratowym rozmiękłego śniegu uparcie rozgląda się za suchą skałą i nie bardzo błotnistą ścieżką, a planując poważne i dalekie wyprawy wysokogórskie, wyleguje się na świeżo wyrośniętej, zielonej trawce w promieniach już całkiem ciepłego słonka.
No, pokręcona ta wiosna, nie?
a jak pokręcić to w górach rzecz jasna!
Można kręcić – o tak! Rower w gotowości bojowej, a nawet już w użyciu. Można skręcić – ze szlaku w las na przykład. Można też skręcić sobie coś – zdecydowanie nie życzę, nie polecam! Może się też zakręcić w głowie – od tych wszystkich kwietnych zapachów i kolorów. Może też człowieka pokręcić – bo w natłoku wszelkich górskich opcji, możliwości, propozycji zdecydować się trudno na jedną formę górskiego działania.
Zatem podsumowując. Obraz stanu ducha i umysłu przeciętnego górzysty, któremu wiosna zapukała w okienko, wygląda mniej więcej tak: żałość wielka i już budząca się powoli tęsknota za białym, puszystym, czasem pokrywającym góry w zimie miesza się z pewnym lekkim zniecierpliwieniem i podenerwowaniem wynikający z oczekiwania na powrót do aktywności porzuconych
wraz z nadejściem obślizgłej wilgoci i pierwszych mrozów. Natomiast euforię i przypływ niesamowitej energii spowodowany otwierającymi się możliwościami realizacji najambitniejszych, górskich planów miejscami delikatnie przyćmiewa potrzeba słodkiego lenistwa...
Taki stan rzeczy przekłada się na następujący plan działania: człowiek stojąc na metrze kwadratowym rozmiękłego śniegu uparcie rozgląda się za suchą skałą i nie bardzo błotnistą ścieżką, a planując poważne i dalekie wyprawy wysokogórskie, wyleguje się na świeżo wyrośniętej, zielonej trawce w promieniach już całkiem ciepłego słonka.
No, pokręcona ta wiosna, nie?

0 komentarze