W wersji pierwszej miał być - rower beskidzki, w wersji drugiej - wspin jurajski, w wersji ostatecznej wyszedł - jurajski rower, czyli odrobinka krajoznawstwa; pokrzywy po pachy, a trawa po pas; szlaki, które prowadzą zupełnie indziej niż miały prowadzić i dzieci, które nie zauważają roweru nawet 10 cm od ich jestestwa, mimo że jest trzy razy większy od nich samych.
Owym tortem było bardzo niespodziewane, ogniskowe spotkanie u Joanny na działce, a czereśnią - czereśnia w rzeczy samej :)
A na koniec dnia piękne zdanie usłyszałam: szukanie całości w dziurze, to jest dopiero sztuka!
0 komentarze