Miał być arcyrowerowy weekend! I w swej pierwszej części był!
Cel: Pilsko, czyli, jakby na spawę nie spojrzeć, solidna rowerowo górka. A i cała trasa godnie wymagająca. Zastartowaliśmy z Węgierskiej Górki, wytargaliśmy się na Prusów, potem zjazd na Boraczą i kamienisto-korzenny, techniczny trawers w ultrazielonym lesie. Pewne załamanie - na Rysiance spojrzeliśmy na zegarek i odległość dzielącą nas od Pilska... Co tam, jazda! Chwila wątpiącego lenia na Miziowej w promieniach ciepłego słonka. Ale nie ma, że boli! Rower na plecy i Pilsko! A potem - zjazdowy miód z duszą na ramieniu. Z powrotem na Rysiankę na przyjemnej szybkości i kamolasto-błotnisto-stromy zjazd do Żabnicy o zachodzie słońca.
Generlanie stwierdzam całkiem przyzwoity progres :)
0 komentarze