,

Całe życie z wariatami

18:22

Wariackie, majowe Moko. Zwariowana ekipa, zwariowana pogoda, zwariowane warunki.
Sobotni, upalny poranek i z buta pod Wrota Chałubińskiego. Miękko, firnowato. Piękny zjazd w totalnym mleku i zbieg do schroniska już w deszczu. A jeszcze mnichowe okolice tak kusiły... Cóż pozostało - piwo, głupawa i do spania. 
Niedzielny, mroźny poranek i z buta nad Czarny Staw. W planie były Niżne Rysy, ale po raz drugi nie dały się zdobyć. Twardo! Strasznie twardo! Czekany w łapy i bardzo czujny zjazd znad Buli. Dopiero końcówka nad Stawem była przyjemna - zjechana dwa razy. Potem do schroniska na zupkę i znielubiany odwrót asfaltowy. Jak już doczłapaliśmy na parking, to udało nam się udowodnić, że w środku jednego auta da się upchnąć pięć osób i dziesięć nart. Finał tego wariactwa na zapiekankach u Endziora bardzo mi się podobał :)

Kończymy sezon? NIE!!!

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum