Jak się dzieje, to wszystko w jednym czasie. Tak właśnie było w ten weekend - trzeba było być w trzech miejscach na raz. A jak trzeba było, to się było :)
W sobotę wspominana już wyprawa do Częstochowy na Superpuchar. Do tego wczelowa impreza gajówkowa po latach, więc też żal opuścić tak zacne wydarzenie. Zatem musiała nastąpić szybka teleportacja z Częstochowy na Orawę - 22.30 zameldowaliśmy się na imprezie. A o 7.00 się z niej wymeldowaliśmy by wylądować w Zakopanem i podłączyć się do tatrzańskiego wyjazdu kursowego. Sarnia Skała zdobyta bez tlenu! W pakiecie szwendolenie po Krupówkach i odwiedziny w jakże uwielbianych zakopiańskich progach.
Jesień w górach już! (tak na marginesie)
0 komentarze