Miałam jechą na zachód - na Śnieżnik. Pojechałam na wschód - w Bieszczady. Choć w sumie wyjątkowo mi się w piątek jechać nie chciało. Jednak wewnętrzna mobilizacja bardzo się opłaciła.
Chodziło o to, by hucznie świętować sto czternaste urodziny Mikołaja, Miśki, Mariusza i Pabika. Zatem świętowaliśmy w Bazie Ludzi z Mgły. A przy okazji całą bandą świętujących szwendaliśmy się po okolicznych bieszczadzkich pagórach. Z foki, z buta, z raka, z rakiety, z jabłuszka...
Zjazdy tym razem wybitne z Wetlińskiej do Berehów, z Caryńskiej prawie do Berehów i z Małej Rawki tam gdzie zawsze :) Gwiazdą wyjazdu był white out!
0 komentarze