Zawiało nas pod Częstochowę. Ano bo ino. Czyli kosmos na orientację. W lesie mnie nie zostawili, ale łatwo nie było. Karty grały, narzędzia latały, samoloty fruwały. Mapy takie do łap dostaliśmy i trzeba było się odnaleźć... fajne toto, tylko jednak niełatwe.
Na dzień drugi w ramach odpoczynku od lasu, pojechaliśmy w las na rowerach. Przez Jurę do Olsztyna, na szczęście nie tego na Mazurach. Było trochę ęJuro! Trochę skałek, widoków i sosnowego, cudnego lasu. A końcówka imprezy też była poszukiwawcza, bo nam się za keszem grzebać zachciało na pustyni w Siedlcach, tych jurajskich. Powrót oczywiście drogami krzywymy, po dziurach jurajskich wszelakich, żeby nie było za prosto ;)
Weekend w sumie niecały, ale i tak intensywnie wykorzystany. W sobotnie popołudnie zahacząjąc o ogrody pałacowe w Mosznej (ach, te azalie!), dokulaliśmy się do Zlatych Hor. By w niedzielę intensywnie pojeździć na Rychlebach. No łatwo nie było, ale kilka bonusików po drugiej strony góry wynagrodziło rowerowe męki ;) A zamiast super flow było noszenie rowerów w towarzystwie młodych muflonów - bezcenne! :D
Wiosna jest fajna! nawet Ci co zimę uwielbiają nie powiedzą, ze nie robi na nich wrażenia pierwsze ciepłe słońce, zielone listki, kwiatki i ogólnie panująca sielanka. wszystko się robi od razu jakieś takie pozytywne. Dzień dłuższy, cieplej, więcej się chce! No to w ramach tego „chcenia” zapraszamy do sąsiadów: słowackich w Góry Kremnickie i czeskich w Skały Aderszpasko-Teplickie. Mogą też być zupełnie zapomniane miejsca nad Sanem
i schroniskowe historie. Z krajów dalekich polecamy Chiny, dokładniej prowincje Yunnan.
Sporo tego! Więc cieszmy się wiosną w każdej postaci! Magnolie, czeremcha, bzy! No i sady kwitnące! Lubię wiosenne góry bardzo. Choć czasem są one jeszcze śnieżne, zimne i deszczowe, ale tylko czasem. Oczywiście jak zawsze pojawiają się wiosenne dylematy czy korzystać już z tych gór suchych i zielonych, czy jeszcze wyciskać z wyższych miejscówek ostatnie zimowe tchnienia.
Szkoda tylko, że ten rozkwit i zachwyt tak krótki, bo już czyha za winklem ciężki, upalny smak górskiego lata i dalekich wakacyjnych wojaży!
Już tradycyjna majówka sakwiarska! Kontynuowaliśmy rozpoczęty w zeszłym roku projekt objazdu rowerowego ściany wschodniej. Zatem najpierw Podlaski Przełom Bugu z Grabarką, Siemiatyczami, Drohiczynem i Mielnikiem, a potem na północ do Białowieży aż po Siemianówkę! Cudnie tam! Tak inaczej niż u nas na południu - lasy sosnowe, drogi szutrowe, płasko, przestrzennie... zielono i kwitnąco. I ludzie jacyś tacy mili wyjątkowo :D 250 km, mnóstwo pięknych miejsc, uroczych krzaków i ociekających biwaków! Fantastycznie! Jeszcze nam trochę tego wschodu zostało na majówki kolejne...
Udało się zwlec rańcem bladym! Nie wiem jakim cudem, ale się udało. Zaatakowaliśmy Piątkę. Śniegu duuużo, ale mokry i ciapowaty. Jazda przyjemna chyba tylko do 10.00, my w schronisku byliśmy w południe... Potem poczłapaliśmy na Zawrat. Tura klasyczna, ale śniegowo średnia. No cóż, wiosna... Da radę coś jeszcze majowo pofoczyć? Się zobaczy...
A takie tam wiosenne jeżdżenie po okolicach Kamiennika i Cietnia. W kwiatkach, w słoneczku, na początek sezonu w sumie :)
































































