Znów udało się upchać w jeden weekend wszystko, tylko jakoś znowu mało górsko było. Czyżbym się jendak ostatnio obijała? No ale takie intensywne i fajne obijanie to ewentualnie może być. W sobotę poniosło mnie na Śląsk - turystyka industrialna to jest to! Uwielbiam! Głównym punktem prgramu było zwiedzanie kopalni węgla kamiennego Guido w Zabrzu. No, podobało mi się bardzo! Lubię duże i cieżkie maszyny. A jak one wyglądają można podglądnąć tu. Z Zabrza do Gliwic, a tam KNAA - nie będę rozwijąć tego skrótu... Generalnie posiedzieliśmy i pogadaliśmy bezsensu w ogólnopolskim składzie, a wszystko ku chwale Szanownego Towarzystwa - chyba przestaje mi się chcieć walczyć o zbawienie tego grajdoła... W każdym razie nowa Komisja Akademicka wybrana. Szybki, nocny powrót do kraka, a prawie rano na południe, czyli wyczekana podróż w kochane, zakopiańskie progi! Po prostu lubię tam być, śnieg sobie sypał za oknem, siedzieliśmy sobie, piliśmy kawę, wcinaliśmy czekoladę, a ja podziwiałam małego Słodziaka. Taki dla mnie inny, ciepły świat...
A tak w ogóle to śnieg sypie i sypie... Krupówki już białe, jak tak dalej pójdzie to za tydzień tury obowiązkowe! Z innych planów to nie Andy teraz, tylko Himalaje trochę później chyba, a Andy pewnie później, później... Może to i dobrze...
0 komentarze