Znów weekend weselny, chyba ostatni w tym sezonie. Tym razem wziąć się nawzajem postanowili Monia i Szymon. W tym piekielnym upale ślub odbył się u podgórskich redemptorystów, a potem by swoją radość wyrazić przenieśliśmy się na Kazimierz, na ul. Szeroką. Miejsce piękne, wieczór przez noc w poranek przechodzący wielce sympatyczny i ciekawy z wypadem na mikro parapetóweczkę do nowego lokum Joanny. Na koniec piękny widok na Wawel z dachowego tarasu i spacer powrotny do domu za jasności już porannej.
Niedzielnym niewczesnym rankiem miał być jeszcze poweselny rower makowski, ale że coś bardzo mokrego wisiało w powietrzu, a potem nagle spadło, to instynkt samozachowawczy dziwnie podpowiedział, żeby z domu się nie ruszać.
Obrazków rozmazanych z tych wydarzeń zobaczyć tradycyjnie można kilka.
0 komentarze