, ,

Gorcowe kinderparty i klasyka rowerowego gatunku

10:01

W planie był mocno ambitny, rowerowy, gorczański weekend. No i prawie wyszło, tylko nie było aż tak ambitnie. W sobotę mimo wszystko trzeba się było wyspać, więc zamiast porannego pociągu do Rabki, był popołudniowy autobus na Przysłop (uśmiechanie do panów kierowców, żeby z rowerkiem zabrali idzie mi całkiem nieźle :). No i zaczęło się od zaginięcia podkładki, co uniemożliwiało sensowne przykręcenie koła... Nic tylko wracać. Jakimś cudem brakujące coś znalazło się w trawie. Zatem do góry. Dość szybko się okazało, że z SPDami, to my się bardzo nie lubimy. Ja bym nawet się przyznała do uczucia szczerej nienawiści dla tych ustrojstw. Generlanie jeśli do mojej śmierci nie doprowadzą, to będzie to coś niebywałego. A o jakiejś wielkiej przyjemności z rowerowania w ich towarzystwie, to można zapomnieć. Fuj! Jak się już na Gorc dokulałam wściekła bardzo, to widok sympatyczny mnie przywitał. Na bazie oprócz dzikiego tłumu było pięcioro uroczych dzieciaków w wieku od 5-15 miesięcy: Milenka, Jagódka, Jasio, Ludwik i dziecię z imienia mi nie znane. Tak oto się spotkaliśmy starą, dobrą, dawno niewidzianą ekipą. Można się zacząć domyślać kto za jakieś 20 lat zasili szeregi pewnej zacnej organizacji i bazę poprowadzi ;) Dnia niedzielnego, około południa trzeba było do dalszej walki rowerowej stanąć. Z bazy na Jaworzynę Kamienicką, przez Turbacz na Stare Wierchy, przez Maciejową do Rabki. Cud-miód prawie rowerowanie, nawet oswojenie z rowerkiem ciut większe. W Rabce w pociąg, a w domu najpierw się do wanny, a potem rowerek :)

Gleby przestałam liczyć... dwie były takie całkiem poważne... efekt: niefajnie poharatane przedramię i łokieć.

Z uczestnikami kinderparty i moim rowerkiem można zapoznać się tutaj.

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum