Szósty kawałek wszystkiego

14:44

W górach być czy góry zdobywać?
Zdarza się, że ktoś mnie pyta jakie jest moje górskie marzenie, w sensie góra, na którą chciałabym wyjść, którą chciałabym zdobyć? Odpowiedź, że nie ma takiej, zazwyczaj maluje na twarzy pytającego co najmniej zdziwienie. No, nie ma. A musi być?
Chciałabym wyjść w końcu na jakiś sześciotysięcznik, ale który konkretnie, to w zasadzie jest mi obojętne. Brzmi strasznie czy głupio? Albo strasznie głupio? Ważne by był ładną górą, ważne by wyjazd był ciekawy, by można wiele nowego przy okazji zobaczyć, a potem stanąć na wierzchołku i stwierdzić, że się cieszę, że jest ładnie, że super.
Ale niżej też fajnie, fajnie w Beskidzie Niskim, fajnie w Tatrach, fajnie w alpejskiej dolinie i fajnie w Himalajach, nawet jak się tylko niby po wyżynach spaceruje, a na góry prawdziwe tylko z dołu patrzy. Fajnie, bo w górach.
Chciałabym na własne oczy Kanczendzongę zobaczyć. Tak, tylko zobaczyć. Ale dlaczego tylko zobaczyć?! – pada szybko pytanie... Z lekkim oburzeniem zadane, brak chęci wielkiej walki swym tonem zarzucające.
Niech góry nasze sobie po prostu będą, bez wielkiego szczytów zdobywania i bez parcia na wspinaczkową „cyfrę”. Niech sobie zwyczajnie będą góry, po których chodzimy, na które wchodzimy, wspinamy się, z których zjeżdżamy. Niech będą źródłem naszej zwykłej zupełnie, codziennej radości. Wtedy będą po prostu prawdziwe i wcale nie gorsze od tych gór tylko czy aż zdobywanych.
W tym numerze Gazety będzie o jednych i drugich, tych zdobywanych, tych niezdobytych i tych górach „do bycia”.

A tak w ogóle to zaraz trzeba w te bardziej wypiętrzone części świata
jechać, bo przecież ładne lato mamy!

Co więcej w szóstym numerze Gazety Górskiej zobaczyć można tu

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum