Jasna sprawa! Maj to najlepszy miesiąc do jeżdżenia na nartach! Nie żartuję!
Jak mokliśmy w Alpach na rowerkach, to w Tatrach padał śnieg. Jeszcze nie zdążyliśmy wrócić, a już bylismy umówieni na majowe foczenie. Miała być tatrzańska lampa - krótkie spodenki i 50-tka na twarz - synoptycy się jednak ciutkę tym razem walnęli, ale co tam.
Piąta rano w sobotę, migiem do Kuźnic, kolejna pielgrzymka husarii przez Boczań, śniadanko w Murowańcu. Nawet w tym miejscu wzbudzaliśmy lekkie zdziwnienie. Pytanie gdzie dalej? Znowu Świnicka. Jakieś 100 m powyżej dolnej stacji krzesła można było założyć narty. Na Liliowe.
W dziurze imprezka urodzinowa :) Tort lodowo-lizaczkowy był fantastyczny! Aż się wzruszyłam i humor mi się poprawił, nawet chmury się podniosły. W takich okolicznościach przyrody, to jeszcze nie świętowałam. Dzięki i chwała całej ekipie! :)
Dalej na Skrajną (kusiło...), potem z nartami w ręce na Świnicką i przefajny zjazd. Myk na Karb i baaaardzo wymagający zjazd. Od Stawu wesołą, uskrzydloną gromadką popędziliśmy w dół.
Co za tura! Ostatnia czy nieostatnia w tym sezonie? Sie zobaczy za tydzień...
0 komentarze