Spontaniczny najazd sylwestrowy na włości dukielskie Uszatej.
Patrząc za okno nasuwał się dylemat: narty brać czy rower?
Narty! W Bieszczadach jest śnieg! Mało kto wierzył, ale dechy pojechały z nami. A my z Teodorówki jeździliśmy w Biesy. Warto było, bo takiego śniegu i takiej jazdy leśnej, to my jeszcze nie widzieliśmy. Nie trzeba jeździć na japońskie wyspy, żeby mieć klimaty rodem z "Signatures".
A Sylwester prawie przespany, album skiturowy dla Turbo ułożony, "Magia i miecz" rozegrana, upaprany kot wykąpany i świat odwrócony w kamerze obskurze.
1 komentarze