Mendoza była naszym przystankiem. Po dwóch dobach podróżowania dotarliśmy w końcu do tego miasta. Trafiliśmy do fantastycznego hostelu Saviliano i mogliśmy spokojnie zająć się organizacją górskiej logistyki. Po 2,5 tygodniach w górach i po pierwszych zdobyczach wróciliśmy tu świętować, odpoczywać i przygotowywać górską część drugą. Potem wróciliśmy już tylko świętować i wracać.
Zawsze było tu normalne łóżko, prysznic, rogaliki na śniadanie, wiecznie zajęty, wolny jak nieszczęście internet, pyszne melony, ulice krzyżujące się pod kątem prostym, dobre wino tańsze od coca-coli, niezastąpiony kałużo-basen i zakręcony koleś na recepcji :)
W Mendozie były prawdziwe wakacje w ciepłych krajach...
0 komentarze