Łolimpiada i zielona trawa na podłodze

16:51

Dalekam od jarania się wielkimi wydarzeniami sportowymi, tylko daltego, że są wielkie. Małyszomania, Tour de Ski i Euro skuteczniej mnie odstraszały, niż pociągały do wielkiego kibicowania. Wyjątek jest jeden - siatkówka, męska siatkówka, w wykonaniu polskiej reprezentacji głównie.
Z racji tego, że Olimpiadę mamy, że niby wielkie święto sportu wszelkiego, to tak sobie postanowiłam pokibicować ciut. W dyscyplinach dwóch, jak się okazało pechowych dwóch...  Kibicowanie według mnie ma jakikolwiek sens, jak się coś o dyscyplinie wie, więcej wie, a najlepiej, jak się ją uprawia, albo uprawia coś w jej okolicach. 
No więc z okazji, że uprawiam siatkowkę i coś na kształt kolarstwa górskiego (daleko mi do XC w czystej postaci, ale powiedzmy, że to zbliżone jest do roweru w górach), postanowiłam na IO śledzić wyczyny w tych dziedzinach. 

Finały tych dwóch dyscyplin zbiegły się z taką se pogodą i ogromną potrzebą, uwaga!, spędzenia całego weekendu w domu (poprzedni taki miał miejsce w grudniu zeszłego roku, więc chyba mi się należało już). Zatem prócz beztroskiego odsypiania, powolnego picia kawy, mycia okien i odrabiania zaległości gazetowo-czytelniczych, zasiadłam przed kompowym ekranem by oglądać wyścigi XC i siatkówkowe finały. Medali naszych brak... Włoszczowska połamana jeszcze przed rozpoczęciem IO, siatkarze nasi wspaniali też już nie walczą, ale popatrzeć było miło i ekscytująco. Zwłasza jak Rosjanie z Brazylijczykami tkłukli się nawzajem w pięknym, przewrotnym, siatkarskim pojedynku....  

W ramach weekendu domowego wyrosła mi na podłodze mięciutka, zielona trawa! I jest już ultra zielono-czerwono! Nawet okładka ostatniego bB wpisuje się idealnie w dezajn mojej przestrzeni ;) 
Aaa, wydawało mi się, że mam czyste okno, ale to złudne było...

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum