,

Chocho powder alert!

15:01

Weekend sezonu? Przynajmniej dotychczasowego - tak! Śniegu spadło mnóstwo i jak tu tego pięknego faktu nie wykorzystać? Tylko gdzie korzystać, skoro lawinowo się zrobiło bardzo. Lekiem na takie sytuacje jest niezastąpiona Chochołowska. Jedyny problem w tym, że aby się dostać do raju, trzeba przebyć te obrzydliwie nudne kilometry w te i nazad też. No ale czego się nie robi by dostać się do raju? A jak niespodziewanie drogę Ci skraca miły pan w ułazie, to szczęśliwość jest jeszcze pełniejsza. Cóż powiedzieć? Puuuuch! Taki prawdziwy, po pachy! Puch! Na Grzesiu puch, ale niekwestionowanym MVP wyjazdu był Krowi Żleb, pod Trzydniowiańskim. Bajeczna bajka lawinowo stabilna - można chcieć więcej? Może tylko, żeby ta bajka była tak trzy razy dłuższa :) Pływanie, przepiękne pływanie w puchu wysokiej klasy. Dla uzupłenienia przyjemności wieczór sabotowany Sabotażystą, szarlotką chochołowską i innymi specjałami oraz spotkaniami na skiturowym szczycie ;) A, Nie wspomniałam o całodniowo święcącej lampie, dużej mocy. Dzień drugi fantastyczny podobnie, rozpoczęty turą przez Trzydniowiański na Czubik z widokami w pakiecie. Zjazd mieszany, czyli mniej porywający z lawinową przygodą ostrzegającą. Tak na potwierdzenie ogłoszonej trójki, wyjechała spod nas deska, naszczęście niegroźna dla nas zupełnie, ale do myślenia trochę dająca. Potem jeszcze dwie wisienki na nasz tort bezowy dołożyliśmy w postaci kolejnej nowej lini w grzesiowym lesie i trzeciego już, miodowego orania Krowiego Żlebu. Więcej z tego puchowego alarmu wycisnąć się nie dało - godnie i syto! :D

A w międzyczasie dwie siatkarskie porażki, a w zasadzie trzy.  ZAKSA przegrała oba mecze w finale Ligi Mistrzów i wróciła bez medalu niestety. A serwery Ressovi prawie eksplodowały, co uniemożliwiło zakup biletów na półfinałowy mecz z Delectą, czyli za tydzień do Rzeszowa nie jedziemy :(

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum