Są takie kawałki gór, o których powszechnie wiadomo, że mają potencjał i baaardzo by się tam chciało pojechać. I sobie człowiek powtarza trzeba się w końcu wybrać, ale jakoś ciągle się nie składa. A tu się nagle złożyło! Fatry! I Mała, i Wielka! Do tego rower - połączenie idelalne, po prostu enduro-marzenie! Jak w Alpach, było wszystko. Graniówki, single, ciekawe problemy i góry po horyzont, a i noszenie roweru na plecach też było. A zjazd czerwonym szlakiem spod Czarnego Kamienia do Revucy uznaję za mistrzostwo świata - najlepszy zjazd tego sezonu! Śliczny, długi singiel-flołłł :) No i zapomniałam dodać zachwytu nad oszałamiającymi już kolorami jesieni! Generalne ach!
0 komentarze