Dawno planowany i długo oczekiwany wyjazd do Trójmiasta. Dlaczego nad morze? Ano dlatego, że właśnie tam odbywają się Mistrzostwa Europy w siatkówce mężczyzn (Polska je organizuje do spóły z Danią). Zatem oczywiste jest, że musiałam tam być! Bilety na trzy mecze naszej reprezentacji w fazie grupowej zdobyłam, więc do Ergo Areny! Razem z Anką Sp. A skoro już tak daleko jedziemy, to krajoznawstwo pouprawiać trzeba przy okazji! Zrobiło się intensywnie. Do weekendu dodałyśmy dwa dni wolnego, i dzięki super taniemu połączeniu Polskiego Busa w piątek rano wylądowałyśmy w Gdańsku - spacer po starym mieście, słitfocia z Neptunem, absolutnie hitowe zwiedzanie Stoczni Gdańskiej w czerwonym "ogórku" (polecam bardzo, bardzo!), rybka przy Motławie, murale na Zaspie i biało-czerwono wystrojone na meeeeeeeeeeeeeecz! Polska - Turcja 3:1 :) Uwielbiam to! Uwielbiam! Mecze siatkówki na żywo to jest przeżycie nie do opisania! Nie da się opowiedzieć tej atmosfery, emocji i szału, jaki panuje w hali! Nie da się! Trzeba gnać na mecz i zobaczyć!
Zdjęcia z meczów. Pożyczyłam kosmiczny obiektyw - genialną, canonoską eLkę 100-400 - bałam się toto wziąć do ręki ;) Ale jakie foty robi! Aby nie spędzić całego meczu za aparatem, opracowałam nowy system: zdjęcia robię tylko przez dwa sety (żeby były drużyny na różnych boiskach) i tylko do dziesiątego punktu, potem skupiam się już na grze, no i nie mam tysiąca fot do ogarnięcia, tylko pincet ;)
Dzień drugi - gdyński. Spacer po funkcjonalistycznej Gdyni, no i statki: Dar Pomorza i Błyskawica od środka - jak ja lubię maszynownie! Dar Młodzieży i Zawisza Czarny od zewnątrz. Stópki zanurzone w Bałtyku (więcej się nie dało), sielankowy spacer plażą wzdłuż klifów do Orłowa. Molo, kutry i rybka, a potem na meeeeeeeeeecz! Polska - Francja 1:3 niestety :( Aaaa! I gofry z bitą śmietaną, która była wszędzie!
Dzień trzeci - sopocki. No trzeba w końcu na plaży poleżeć, no! Szybkie zwiedzanie żurawia i kościoła mariackiego w Gdańsku i siup na Monciak. Gofry, molo, rybka i plażaaaa! Nic to, że wiało, było pochmurno i siąpiło! Nic to! Kocyk rozłożony i pół godziny na piasku odleżane! I na meeeeeeeeeeeeeeecz! Polska - Słowacja 3:1 mjuuuuuuuuuuuut!
Dzień czwarty - malborski. Malbork. A pojechałyśmy sobie zamek pozwiedzać. Stwierdzam słabość do gotyckiego łuku ;) Przy okazji skończyła się pewna epoka... W Malborku pierwszy raz w życiu, zamiast "żywego przewodnika", użyłam audioprzewodnika. No niegłupie to jest, tylko pytania zadać nie można. Ale do tej pory mam wyrzuty sumienia, że osłabiłam swe poczucie solidarności z przewodnicką elytą tego świata ;) A z okazji początku jesieni nazbierałyśmy worek ślicznusich, błyszczących kasztanów.
A z tym odmładzaniem na wyjeździe było tak, że nam tak trochę jak za starych, dobrych studenckich czasów wyszło ;) Jedno piwo - dwie słomki itp... w sumie zabrakło tylko dworcówy ;)
Podsumowując: mecze naszej reprezentacji - uwielbiam! Trójmiasto - uwielbiam! :)
A! Jestem wyjątkowo zawiedziona, że z wakacji nad morzem nie przywiozłam sobie dmuchanego delfina i niebieskich okularów przeciwsłonecznych! Niezaliczone! Wracamy!
A! Jestem wyjątkowo zawiedziona, że z wakacji nad morzem nie przywiozłam sobie dmuchanego delfina i niebieskich okularów przeciwsłonecznych! Niezaliczone! Wracamy!
2 komentarze