, ,

Rower jurajski

15:49

Za każdym razem jak się wybieram rowerkiem na Jurę, ze zdziwieniem odkrywam, że jest to kawał fantastyczne, mało mi znanego terenu. Odkrywam wówczas również, że jakoś dziwnie akurat tam łatwiej się zgubić używając szlaków turystycznych, niż gdziekolwiek indziej ;) Zimę mamy jaką mamy tego roku, to znaczy jej nie mamy, piękne słońce, plusowe temperatury sprzyjają rowerowym rozrywkom. W sobotę podłączyłyśmy się pod zlot forumowy ET zorganizowany w okolicach Podlesic na Jurze Północnej. Bardzo sympatyczne ściechy pozwiedzaliśmy. Sporo błota, sporo logu i rozciaptanego śniegu. fajne ćwiczenia z techniki jazdy, duuużo lansu, pozerki i zdjęć, tempo raczej leniwe, ale ekipa spora i jakże miła :) Wypad w sam raz na taki dzionek. 

Zachwycone urokami jurajskich przestrzeni, w niedzielę postanowiłyśmy zrobić poprawiny. Padło na okolice Olkusza, miałyśmy się przejechać kawałkiem czerwonego Szlaku orlich Gniazd. Ale przebieg szlaku w tamtych okolicach akurat pozmieniali, a my mapę miałyśmy nie najaktualniejszą, więc plan uległ pewnym spontanicznym modyfikacjom. Okolice rezerwatu "Pazurek" rządzą! W ogóle lasy tam jakieś takie inne są, przestrzenne, przez to wyjątkowo mnie zachwycają!

Dodatkowo okolice weekendu zrobiły się w sumie całkiem imprezowe. Zupełnie spontanicznie, siedząc tydzień temu na wyciągu, ustaliliśmy, że w końcu trzeba zrobić imprezę u mnie! Padło na czwartkowy wieczór. Hasło kulinarne się potem wymyśliło: naleśniki! I tak dziki tłum przybył na moje niewielkie metry kwadratowe, każdy z nadzieniem naleśnikowym pod pachą, co doprowadziło do totalnego obżarstwa :D Było pysznie! A w celu uzupełnienia imprezowego weekendu oraz w ramach rozpędu pobalowego, Ewa wyciągnęła nas w sobotnią nockę na tańcowanie, na miasto. Generalnie raczej nie mój klimat, ale czasem trzeba sprawdzić, że to nie mój klimat, więc poszłam i nawet całkiem sympatycznie się wybawiłam, gdyby tylko nie pewne elementy porowerowego zmęczenia. 

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum