Weekend niesamowitości. Dwa dni, a wrażenie jakbym spędziła w górach co najmniej tydzień. Takie natężenia fajnych wydarzeń, ludzi, rozmów, zbiegów okoliczności i chodzenia po górach, to ja dawno nie pamiętam.
Piątkowy wypad na kameralny Gorc okazał się świetnym pomysłem. Inauguracja bazowej gitary i długie w noc ogniskowe posiady. Poranna kawa i przeciągające się, jak zawsze, z bazy wychodzenie. Ambitna wycieczka górska szlakiem zielonym - jak ja tam daaawno nie szłam - i upalne Lubania zdobywanie. A tam ludzi wiele i naleśnikowe przeboje. Hura! Pograłam w siatkę trochę - Mogę! Mogę! Mogę! Ręka już daje radę, nie na maxa ale już mogę zacząć grać :)
Najważniejszym elementem imprezy był nasz udział w konkursie naleśnikowym. Jako team "Te z Gorca" podbiłyśmy naleśnikowe serca jurorów naleśnikami namiotowymi "Gorc i Lubań". Patelnia pierwszeństwa nasza! :D No, w sumie nie spodziewałyśmy się.
Uzupełnieniem bazowych klimatów była imprezka, nocne fotografowanie, wypas śniadaniowa jajecznica, kawa z bitą śmietaną na kocyku i kolejna megaporcja naleśników. Niespiesznie pobieżyliśmy do Krościenka i w ostatniej chwili przed deszczem załapaliśmy się na słynne lody. Autobus nas olał, więc wróciliśmy wyjątkowo szczęśliwym stopem :) Weekend dawno nie celebrowanej jakości! Lubię bardzo tak!
Piątkowy wypad na kameralny Gorc okazał się świetnym pomysłem. Inauguracja bazowej gitary i długie w noc ogniskowe posiady. Poranna kawa i przeciągające się, jak zawsze, z bazy wychodzenie. Ambitna wycieczka górska szlakiem zielonym - jak ja tam daaawno nie szłam - i upalne Lubania zdobywanie. A tam ludzi wiele i naleśnikowe przeboje. Hura! Pograłam w siatkę trochę - Mogę! Mogę! Mogę! Ręka już daje radę, nie na maxa ale już mogę zacząć grać :)
Najważniejszym elementem imprezy był nasz udział w konkursie naleśnikowym. Jako team "Te z Gorca" podbiłyśmy naleśnikowe serca jurorów naleśnikami namiotowymi "Gorc i Lubań". Patelnia pierwszeństwa nasza! :D No, w sumie nie spodziewałyśmy się.




0 komentarze